środa, 4 grudnia 2013

Rozsądek nie podpowiada mi, żeby odstawić rower na zimę

Mroźny, słoneczny poranek. Środek lutego. Sobota wolna od pracy. Na termometrze -13 stopni. Wreszcie jest okazja, żeby wybrać się na dawno planowane zakupy meblowe, ciągle odkładane w natłoku obowiązków. Przecież najwyższy czas urządzić już miejsce w domu, dla nowego lokatora, który urodzi się za kilka miesięcy... Czas zatem sięgnąć do piwnicy po najlepszy na te warunki środek transportu, ten z którego korzystam najczęściej dojeżdżając do pracy...

zima na rowerze, czy rowerem można jeździć w ciąży zimą?

Historię, którą zaraz Wam dokończę, zdecydowałam się opowiedzieć przy okazji artykułu Rafał Muszczynko z Polska na Rowery, w którym wygrzebał moje stare zdjęcie sprzed dwóch lat. Rafał polemizuje z apelem policji i Czesława Langa o porzuceniu rowerów na zimę, głoszonym niedawno w TVN. Oba te wydarzenia sprowokowały mnie do napisania kilku słów o okolicznościach wspomnianej fotografii i tym, jaka jestem nierozsądna, wsiadając na pojazd, który ma tylko dwa koła, w czasie, który na pewno dla takiego pojazdu nie jest odpowiedni*.

Brak rozsądku potęguje jeszcze fakt, że przejażdżka, z której pochodzi to zdjęcie, zbiegała się z czasem, kiedy byłam w ciąży...

Jak to tak zapytacie? Zimą? Rowerem? I w ciąży? Szczyt nieodpowiedzialności? Nie do końca. O samej jeździe rowerem w ciąży już co nieco opowiadałam jakiś czas temu...

o tu: Jeszcze kilka słów mamy o jeździe rowerem w ciąży

Ale zimą? Skoro na rowerze czuję się tak samo pewnie, jak na własnych nogach, czemu nie? W przeciwnym razie powinnam zrezygnować też z wychodzenia z domu przez kilka miesięcy, bo jest zimno i ślisko. Absurd, prawda?

Dla uspokojenia przerażonych, zapewniam, że do jazdy w trudnych, zimowych warunkach podchodzę z rozwagą. Przede wszystkim zmieniam rower, na typowego, ciężkiego i stabilnego mieszczucha, w którym opuszczam nieco siodełko, tak aby móc podeprzeć się nogą w awaryjnej sytuacji. Unikam też oczywiście ruchliwych dróg, a to akurat rowerem nie trudne.
Trzeba się też zabezpieczyć przez chłodem, zwłaszcza kończyny. Ważne są ciepłe skarpetki i dobre rękawice. Ja używam narciarskich, może nie jest to szczyt stylu, ale  przecież najważniejsze, żeby było nam wygodnie, ciepło i bezpiecznie.

Wracając do rozpoczętej historii związanej z pierwszym zdjęciem zrobionym przy ponad minus 10 stopniach, jak mogłabym odmówić sobie (i dziecku ;>) przejażdżki na zakupy w tak piękny, lutowy dzień? A uśmiechnięta mama, to przecież zdrowa mama i szczęśliwe dziecko! Czy w innych strefach klimatycznych, gdzie takie temperatury są na porządku dziennym przez dłuższe okresy, nie rodzą się dzieci? Czy matki siedzą cały czas na piecach?

Dodam jeszcze, że dziecko, już po urodzeniu, również nie stroni od zimowej jazdy rowerem i ma się bardzo dobrze.





Pozdrawiamy serdecznie stołecznych policjantów i Pana Czesława Langa!



* Tytuł oraz fragmenty oznaczone gwiazdkami są parafrazami wypowiedzi stołecznych policjantów w rozmowie z TVN.

8 komentarzy:

  1. Rower to nie jest pojazd sezonowy. Wbrew pozorom mróz i opady atmosferyczne nie zakazują jazdy jednośladem. Najczęściej co zmusza nas do odstawienia roweru to nieodśnieżone DDR oraz samo miasto, które między 1 września a 1 lipca kompletnie zapomina o rowerzystach. A szkoda, bo zimą ruch może być równie duży co latem.

    OdpowiedzUsuń
  2. Mnie długo eliminowały marznące dłonie, nareszcie w tym roku udało mi się trafić odpowiednie rękawice, w których nie zamarzają mi palce. Więc może mi się uda nie zakończyć sezonu. Co prawda nie jeżdżę codziennie, teraz najgorszy moment, gdy jest w okolicy 0 do -1 i ta okropna sól... no ale jakoś przeżyjemy. Pocieszam się, że kierowcy przy takiej pogodzie mają dużo gorzej i drożej :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. http://www.rowerystylowe.pl/p-2972/pokrowce-zimowe-na-dlonie-basil
      Ja mam rękawy z kurtki ze szmateksu z wszytymi sznurkami ściągającymi. Można wtedy mieć "cywilne" rękawiczki.

      Usuń
  3. Czyli wychodzi na to, że jedyne przeciwskazanie co do zimowej jazdy na rowerze to zalecenia panów policjantów ? Czyli żadne ;) Dla mnie najgorsza jest śliska nawierzchnia, ale na szczęście występuje tylko miejscami, wtedy po prostu prowadzę...

    OdpowiedzUsuń
  4. Ale żeby pan Czesław namawiał do takich rzeczy..

    OdpowiedzUsuń
  5. Uwielbiam rower, w zimie również. Jeździ się trudniej po śliskiej nawierzchni, trzeba dużo bardziej uważać. Dobrym rozwiązaniem jak dla mnie jest zmiana opon na zimowe (takie z wypustkami wyglądającymi jak kolce). Jednak na rowerową wycieczkę ciąży nie wybrałam się. Moje maleństwa urodziły się w styczniu i marcu więc obydwie ciąże w zimie były już mocno zaawansowane. Jestem szczupła, brzuch ciążowy nie był ogromny, ale nie podjęłam się takiego ryzyka. W ostatnim trymestrze często pojawiają się bolesne skurcze przepowiadające, które zaskakują nagle, stawy inaczej funkcjonują, gdyż są mocno obciążone. Oczywiście wszystko można. Znam osobę, która w zaawansowanej ciąży podróżowała w upały autem po Bułgarii. Moje pytanie brzmi jednak: czy warto ryzykować? Jazda na rowerze po oblodzonej ulicy to jednak zdecydowanie większe ryzyko niż spacer. Argument, że się dobrze czujemy i damy radę, też do mnie nie przemawia, bo ciąża to jednak nie jest taki codzienny stan i wiele rzeczy może zaskoczyć. No cóż, to kwestia priorytetów. Ja przedkładałam bezpieczeństwo dziecka nad moją przyjemność z jazdy.

    OdpowiedzUsuń
  6. świetnie, potwierdza sie teoria ze rower wcale nie jest pojazdem sezonowym! Popieram!!

    OdpowiedzUsuń
  7. to nie chodzi o to że zimą można, czy da się jeździć rowerem. W Polsce jazda na rowerze w okresie październik - maj jest społecznie nie akceptowalna.

    OdpowiedzUsuń