poniedziałek, 4 listopada 2013

Meksykańskie trzykołowce

Taką oto korespondencję dostaliśmy od Wojtka z Meksyku o tamtejszych rowerach towarowych. Jak widać, Wojtek podsuwa też pomysł na cargo biznes, może znajdzie się ktoś kto pokusi się po polskie przedstawicielstwo meksykańskiej marki? ;-)

Oddajemy głos Wojtkowi:


Nie tak dawno pewna tajemnicza grupa krakowskich rowerzystów sprowadziła na polskie ziemie rower trzykołowy. Piękny, wygodny i... drogi. Tymczasem za oceanem, w Meksyku, na trzykołowcach jeździ każdy. Uniwersalne to stworzenie ma ładowność od jednej rodziny do dużego sklepu. Cena - kusząca, bo jakieś 2.600 pesos, czyli nie przymierzając 650zł.


Triciclo mexicano

Wyposażenie standardowe jest co prawda dość spartańskie - brak przerzutek, hamulec na kontrę, brak mięciusich podusi do trzymania kierownicy - ale każdy domorosły magik rowerowy wie jak łatwo i niedrogo można to zmienić. Wygoda prowadzenia? Zdarzyło mi się jeździć na babboe i na meksykańcu i jakiejś tam rażącej różnicy to ja nie widzę (ale specjalistą nie jestem). A skoro nie widać różnicy - to po co przepłacać, jak mówi znany wszystkim owad w czarne kropki. Nie wiem tylko ile będzie kosztowała przesyłka z Meksyku... Tak czy tak, na meksykańskim triciclo wolno naprawdę dużo:

Wolno podwieźć kolegę

czy zawieźć żonę do chaty.

Wolno prowadzić sklep odzieżowy

... albo restaurację.

Można też robić za taksę

...czy wpaść do miasta na obiad.

Wolno w końcu, dla zwykłego szpanu, wozić się po wsi nocą!

Miłego pedałowania, w Meksyku i nie tylko!
Tekst i zdjęcia: Wojtek Ganczarek, fizyk-w-podrozy.blogspot.com

1 komentarz:

  1. Pojeździłbym sobie takim rowerem. Namiastki takich pojazdów są w miejscach wczasowych - takie kilkukołowce :)

    OdpowiedzUsuń