niedziela, 6 października 2013

Velodyssey: Podsumowanie wyprawy do Francji 2013

Kilkuset kilometrowa turystyczna trasa rowerowa poprowadzona w większości wydzielonymi, równymi drogami z asfaltu po malowniczych terenach, a oo czasu do czasu po małych lokalnych drogach? Oznaczona czytelnie i jasno, z drogowskazami w miejscach, w których ich potrzebujesz i najbardziej spodziewasz? W każdym miasteczku po drodze darmowe mapy regionu dla rowerzystów i wypożyczalnie sprzętu? Wokół tłumy rowerzystów w każdym wieku, z dziećmi w przyczepkach, fotelikach, na małych rowerkach albo po prostu na bagażniku? Emeryci z zakupami i skrzynkami bagietek? Kolarze na treningach, bo jakość tras turystycznych pozwala nawet na treningi kolarskie? Wszyscy uśmiechnięci, życzliwi,koegzystujący bez problemu i pozdrawiający się nawzajem? Przy trasie częste parkingi dla rowerów (zawsze pełne) i miejsca odpoczynku ze stolikami?

Takie rzeczy nie tylko w bajkach dla grzecznych rowerzystów, ale też, jak pewnie się domyślacie, nie w Polsce... dlatego wybraliśmy się na wolnorowerowe wakacje z dzieckiem do Francji. Konkretnie nad południowe wybrzeże Atlantyku. O tym dziś słów kilka w ramach ogólnego, krótkiego podsumowania wyprawy.


Na początek mapa, na której zaznaczyliśmy etapy według dni i miejsca noclegów. 



Trasa. W sumie przejechaliśmy nieco ponad 800 km, licząc stan licznika, od drzwi do drzwi w Krakowie. Sama trasa dwutygodniowej jazdy nad Atlantykiem, to około 700 km, resztę wykręciliśmy na przystankach przesiadkowych w Warszawie, Berlinie i Paryżu. Słowo przewodnie charakteryzujące francuską trasę Velodyssey - ciągłość. Zawsze. W większości wydzielona droga, czasem lokalne, małe drogi, rzadko większe. Zawsze czytelne oznaczenia i drogowskazy, nigdy przerw. Możemy jechać kilkaset kilometrów bez obaw, że nagle nasza trasa, jak to często bywa w Polsce, stanie się dostępna jedynie dla fanów ekstremalnych zjazdów leśnych, bądź gdzieś zniknie. Warto jednak mieć dokładne mapy okolicy (dostępne za darmo w każdej informacji turystycznej), ponieważ często na drogowskazach znajdują się najbliższe małe wioski, których próżno szukać na zwykłych mapach. Drogi rowerowe oplatają popularniejsze rejony jak pajęczyna, więc mimo dobrych oznaczeń, bez znajomości okolicy, łatwo można pobłądzić. Ot taki mankament przybytku.


Wagon rowerowy w nocnym pociągu Berlin-Paryż
był dość mocno wypełniony.

Transport. 8 pociągów na trasie Kraków - Warszawa - Berlin - Paryż - Biarritz i powrót z La Rochelle tą samą drogą. Rowery w pociągach spakowane w torby podróżne, co pozwalało na ominięcie wszelkich regulaminów i ograniczeń w przewozie sprzętu. Dwa promy (patrz mapa). Przejazd rowerem przez dwa długie mosty, w tym ten najdłuższy we Francji na wyspę Oléron (patrz mapa).
Wybraliśmy dojazd pociągiem po przeanalizowaniu wszystkich możliwości. Transport rowerów, przyczepki i bagaży był małym wyzwaniem logistycznym. Braliśmy pod uwagę samolot, kolej, a nawet wypożyczenie samochodu. Kolej wygrała pod względem ceny, wygody, a nawet czasowo nie wyszło jakoś strasznie, dawało też możliwość odpoczynku i zwiedzania po drodze.

Rowery i sakwy spakowane w torby podróżne w Berlin-Warszwa Express Intercity jadą bez biletu.
Noclegi. Głównie w namiocie (w najzimniejsze noce temperatura nie spadała poniżej 18 stopni). Namiot rozbijaliśmy: cztery razy u innych podróżników rowerowych, umówione przez warmshowers.org, jeden raz z podrywu u baronów w Cap Ferret, poza tym na dziko przy plażach, na wydmach lub przyplażowych parkingach wśród licznych surferów mieszkających w samochodach, którzy również korzystali z ogólnodostępnych sanitariów tam zlokalizowanych (publiczne łazienki, prysznice itp.). Kilka noclegów u znajomych na Ile de Ré, raz w campingu, raz w hotelu w Paryżu. Ogólny koszt noclegów - 55 euro. Bezcenne zyski: niezliczone kolacje w świetnym towarzystwie, interesujące rozmowy, ciekawi ludzie, zachody Słońca nad oceanem, ogromna piaskownica i jeszcze większy basen dostępne zaraz po przebudzeniu ;-) 


Bardzo często przy trasie Velodyssey zlokalizowane są campingi, w większości luksusowe i dość drogie, za dwie osoby z namiotem i samochodem trzeba liczyć minimum 30 euro (nie jest przewidziana opcja bez samochodu). Nie trzeba się jednak martwić, że damy się skusić na baseny za płotami. W sezonie  bez wcześniejszej rezerwacji nie ma co liczyć na jakiekolwiek wolne miejsca. A nawet jakby były, znaczna część campingów oferuje tylko dłuższe pobyty niż jeden dzień. Oferta dla rowerzystów mało przyjazna. Z kolei w większych miastach, jak Rochefort czy La Rochelle funkcjonują tak zwane camping municipal, częściowo dofinansowane przez miasto. Nie znajdziemy tam basenów i siłowni, ale za to za nocleg zapłacimy od kilku do kilkunastu euro za miejsce na kilkuosobowy namiot. Jeden raz korzystaliśmy z takiego campingu w La Rochelle, koszt 15 euro.

Na początku podróży, jeszcze przed wyjazdem w Krakowa.
Ekwipunek. Minimalistyczny, zapakowany w 4 duże sakwy i wór na bagażnik. Żadnych ciepłych ubrań, dodatkowych butów (tylko sandały), zapasów jedzenia itp. W drodze dodatkowo zgubione: ciepły kocyk, ręcznik plażowy, smoczek, nóż, przebita piłka plażowa. Nieco obawialiśmy się pakowania na wyprawę z dzieckiem, okazało się jednak, że nie potrzebujemy jakoś znacząco więcej niż na zwykłą wyprawę. W zasadzie, udało nam się zabrać mniej rzeczy niż na naszą pierwszą większą wyprawę we dwoje nad Morze Czarne. Wynika to w dużej mierze z większego doświadczenia i lepszego rozeznania co jest potrzebne a co nie. Zasada minimalistycznego pakowania jest prosta: nie bierz tego co może się przydać. Jeśli okaże się, że coś wyjątkowo się przyda, można będzie to dokupić, nie ma co brać nic na zapas. Należy pakować tylko to co bezwzględnie niezbędne.

Podsumowując, trasa Velodyssey, nie tylko jej francuska część to miejsce idealne na rowerowe wakacje, w szczególności z dzieckiem. Mnóstwo dobrych tras, plaża na wyciągnięcie ręki zapewnia rozrywkę w dowolnym momencie, do tego pewność dobrej pogody i ciepłej wody w oceanie. Odcinek, który przebyliśmy nie obfituje może w atrakcje turystyczne, ale za to zapewnia długie, dzikie odcinki, wiele miejsc bez turystycznego zgiełku, ogromne wydmy i przestrzenie do jazdy. Ponoć jeszcze bardziej dziki i ciekawy jest odcinek hiszpański. A dla osób żądnych zwiedzania, ciekawiej będzie na północy, Bretania czy zamki nad Loarą zaspokoją najwytrawniejszych turystów.

Na koniec jeszcze kilka wybranych zdjęć z trasy. Najciekawsze rzeczy i miejsca będziemy jeszcze opisywać w szczegółowych relacjach w bliżej nieokreślonej przyszłości ;-)


Na całej trasie, która była ciągła (zawsze!) towarzyszył nam cud techniki w postaci zerowych krawężników na wszelkich przejazdach. Dosłownie zerowych, a nie zerowych według polskich norm.

Mimo tego, że na przejazdach rowerzyści tracą pierwszeństwo i zawsze stoją znaki informujące o tym, możemy w ciemno wjeżdżać na jezdnie bez obaw, że ktoś nas rozjedzie.
Bezpieczeństwo na przejazdach zapewniają liczne znaki informujące kierowców o tym, że zbliżają się do rowerowego skrzyżowania. Oprócz znaków powszechne są też szykany wymuszające zmniejszenie prędkości.
Wszędzie towarzyszyły nam zielone znaczki i równy asfalt.

Oprócz symbolu velodyssey, na zielono są wymalowane wszelkie skrzyżowania, wyjazdy, przejazdy itp. 
Zielona konsekwencja w malowaniu, ponoć na przekór reszcie Europy.

Na największą wydmę w Europie Dune du Pyla wspięliśmy się wyjątkowo bez rowerów.
Trasa rowerowa jest tak ciągła, że prowadzi nawet na prom, gdzie rowerzyści mają oddzielne bramki.
Na trasie mijamy się z tłumami cyklistów, pozdrowienie Bonjour! co chwile obowiązkowe. Dominują lokalni wczasowicze na rowerach z wypożyczalni, sakwiarzy takich jak my przemierzających dłuższe odcinki spotykamy niewielu. 
Powszechna jest jazda rodzinna. Plażowanie i rower to w tym rejonie dwie główne rozrywki, jeżdżą wszyscy bez wyjątku. 
Bardzo powszechne są przyczepki z wypożyczalni, dominują najtańsze modele, które prawdopodobnie zarabiają swoją wartość w ciągu jednego dnia.
Takie wypożyczalnie są w każdej miejscowości przy trasie. Ceny od 8-9 euro za rower lub przyczepkę za godzinę. Taniej przy wypożyczeniach całodniowych.
Mnogość rowerków dziecięcych i przyczepek na parkingu? Pewność, że w okolicy jest plac zabaw i karuzela.

Typowy widok przy wejściu na plażę.
A tak wyglądają drogi do najlepszych hoteli w okolicy.

Przed rozbiciem namiotu vel. hotelu, trzeba się okopać przed wiatrem.
Stołówki leśne są dobrze wyposażone w najlepsze zabawki dla dzieci: igły, trawy, szyszki... 
Częste mapy okolicy i oznaczenia pozwalają nie martwić się o błądzenie.
Informacja dla blogerów i uzależnionych o internetu: łączność zdarza się nawet pod drzewem, zapewniana przez biura informacji turystycznej i większość restauracji nawet w najdzikszych miejscach.
Plaże, parkingi, drogowskazy.
Bardzo typowy obrazek. Oznaczenia na skrzyżowaniach, zielono malowany asfalt, sosny, znaki...
Czasem urozmaiceniem dla monotonii sosnowych lasów były odcinki pustynne.

Z serii: rowerem wolno po plaży
Zachody słońca nad oceanem z tarasu hotelu - bezcenne!
Rower, oprócz transportu, potrafi zapewnić też schronienie przed upałem. Jeśli mamy rower nie potrzebujemy namiotu czy parasola plażowego.
"Jeszcze to dopompować i jedziemy! No, nie ociągać się, bo już mi się na tym biwaku znudziło!"
Trochę niepewnie patrzyliśmy na to jak marynarze zapakowali nasze rowery i bagaże, które zaliczyły słony prysznic w drodze.
Most na wyspę Ile de Ré - naszą destynację. Rowerzyści mają swój pas, a rowerzyści z przyczepkami oddzielne zjazdy. I rowerzyści nie płacą za przejazd, tak jak kierowcy (najdroższa płatna droga we Francji)
Wyspa Ré, gdzie zakończyliśmy wyprawę, to rowerowy raj, gdzie czas płynie bardzo wolno. Tam każdy porzuca samochód na rzecz roweru, wprost nie wypada poruszać się inaczej (chyba, że łodzią). Nawet serwowane wino jest rowerowe! 
Małe, białe domki, kolorowe okiennice i rower, dużo rowerów. Najbardziej charakterystyczne dla wyspy Ré.

Na razie na tym zakończymy tę przydługą foto-opowieść. Do rowerowej wyspy Ré, jak i do innych ciekawostek z wyprawy, jeszcze powrócimy. Przynajmniej mamy taką nadzieję, że znajdziemy czas, żeby co nieco o tym opowiedzieć.

28 komentarzy:

  1. Świetna relacja. Zazdraszczam determinacji, odwagi i konsekwencji w wykonaniu! Piękne zdjęcia i piękne krajobrazy:)

    OdpowiedzUsuń
  2. świetna relacja i gratulacje co do wyboru trasy

    OdpowiedzUsuń
  3. a wracaliście pociągiem, czy znowu rowerem do tej pierwszej miejscowości i stamtąd pociągiem? ps. gratuluję odwagi ... z dzieckiem ... mam półtorarocznego syna ale tego jakoś nie widzę- ale daliście mi inspirację i w przyszłym roku chyba się tam wybiorę

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wracaliśmy pociągiem z miejsca w którym kończyliśmy podróż - La Rochelle. Stamtąd do Paryża,potem Berlin, Warszawa, Kraków. Na trasie paryż bezlin są bezpośrednie nocne połączenia w przystepnej cenie (o ile bilety kupujemy z odpowiednim wyprzedzeniem).

      Usuń
  4. Szacunek.Kusi mocno. Pozdrawiam. Rob Dob

    OdpowiedzUsuń
  5. Nie wiem czy zainteresowani jesteście poprawkami, więc spróbuję:

    Warszwa -> Warszawa

    destynację (to anglicyzm, i to zbędny) -> cel

    OdpowiedzUsuń
  6. Dzięki za relację, przyda nam się w przyszłym roku, bo bardzo chcemy tam wrócić. Możesz napisać ile trwała podróż pociągiem w jedną stronę, ile kosztowała i co potem zrobiliście z torbami na rowery (wieźliście ze sobą?) . Zapraszam do mojej relacji o tegorocznej wyprawie do Doliny Loary (plus kawałek ścieżką Vélocéan) http://cykloid.pl/relacje/relacje-z-wypraw/wyprawa-rowerowa-dolina-loary.html
    Podobne emocje i wrażenia z perfekcyjnie przygotowanych tras. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki za namiar na Waszą wyprawę! Zamienię w klikalnego linka, żeby przyszli czytelnicy mogli tam łatwiej trafić, bo warto poczytać. ale to dłuższa lektura na wieczór, na razie tylko pobieżnie przejrzałem, ale polecam: cykloid.pl/relacje/relacje-z-wypraw/wyprawa-rowerowa-dolina-loary.html

      Co do podrózy pociagiem, da się w 1.5 dnia z Polski - tak wracaliśmy, najszybciej jak się dało, bo jadąc tam robilismy sobie przerwy z noclegami w Warszawie i Paryżu, wtedy to były 3 dni jazdy, ale przyjemne i nie męczące. W skrócie, intercity waw-berlin, około 5h, potem nocny bezpośredni pociąg do paryża i stamta kilka godzin na południe, zależy gdzie sie jedzie. Wracając z La Rochelle wyjechaliśmy o 11 rano, a następnego dnia wieczorem byliśmy w domu w Krakowie.

      Cena wyszła całkiem dobrze, bilety francuskie i niemieckie, kupowane z wyprzedzeniem kosztowały około 50-60 euro każdy za dwie osoby, pkp intercity, też z wyprzedzeniem bilety po 19 euro. Wszystkie samoloty, jakie sprawdzalismy wychodziły ponad 2000 pln, taniej się nie dało, a do tego dochodził jeszcze pociag z Paryża na południe, więc nawet czasowo samolot nie wychodził jakoś konkurencyjnie.

      Torby woziliśmy ze sobą, była to znacząca część bagażu i chętnie bysmy sie ich pozbyli, ale nie przeszkadzaly jakoś bardzo. Przy okazji przydały się jako osłona namiotu od wiatru podczas noclegu na plażach, więc nie były bezużyteczne. Rozważaliśmy wysłanie ich pocztą do znajomych, u których kończyliśmy podróż, ale wzięlismy je ze sobą na wypadek jakiś perturbacji i konieczności wcześniejszego powrotu albo dojazdu gdzieś pociągiem czy autobusem na trasie. Nie było jednak takiej potrzeby.

      Usuń
    2. Dorzucam jeszcze kolejną lekturę na zimowe wieczory, w tych samych rowerowo - francuskich klimatach :)
      www.cykloid.pl/relacje/relacje-z-wypraw/wielka-wloczega-po-burgundii.html

      Usuń
  7. :) Ach, chcę na wakacje, chcę na rower! Zdjęcie z serii na plaży (nie) wolno rowerem.... z tyłu czai się ktoś z chorągiewką cougara na twarzy ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Musieliśmy go ocenzurować chorągiewką, bo nie zgodził się na publikację wizerunku ;)

      Usuń
  8. Świetny pomysł na wakacje :-) Ja chyba nie mam takiej determinacji, więc - zazdroszczę!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zawsze można się wybrać w podobne rejony w tak zwany sposób "normalny" i skorzystać z wszechobecnych wypozyczalni i ich dobrodziejstw ;-)

      Usuń
  9. Pozdrowienia od fille au pair z Cap Ferret! ;) Fajnie, że Wam się udało wszystko

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miło wspominamy to jedyne polskie spotkanie:-)

      Usuń
  10. Witam

    Mogę prosić o dokładne rozpisanie cen biletów? Ile za osobę w każdą stronę, za dziecko, rower, przyczepkę? To znaczące dla nas. Dziękuję :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bilety w promocji PKP Intercity (kupowane z wyprzedzeniem, niezwracalne) na Berlin-Warszawa Express po 19 eur za osobę (dziecko za darmo, ale dokupowaliśmy miejscówkę na dodatkowe siedzenie dla niego, coś około 10 euro). Bilety na trasie Berlin-Paryża oraz z Paryża na wybrzeże kupowaliśmy z wyprzedzeniem, w promocji (im wcześniej tym taniej jak w liniach lotniczych) w cenach około 50-60 euro za każdy (dla wszystkich osób). W sumie takich biletów kupowaliśmy 4, więc wyszło nas to jakoś około 300 euro w sumie za wszystko. Za przyczepkę i rowery nie płaciliśmy nic, bo pakowalismy roweery w torby, jak już wspominaliśmy w treści. Przyczepka jedzie zaś jako wózek dziecięcy, składaliśmy ją.

      Usuń
  11. Cześć, macie może więcej zdjęć butelek? Jeżeli tak, to podeślijcie mi je proszę na maila: winozrowerem@gmail.com ! Dzięki!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. mamy jedną butelkę, właśnie robię zdjęcia. Przepraszam, wiem, że już dawno obiecałem podesłać, ale zapomniałem. Pzdr

      Usuń
  12. Cześć!
    W jakim dokładnie okresie odbyliście wyprawę ?
    Planujemy podobną trasę (z 4 letnim dzieckiem) w tym roku w II połowie sierpnia.
    Zastanawiam się czy można by zrezygnować ze śpiworów (zabrać tylko dla dziecka)
    Noclegi planujemy na plażach/na dziko.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. przełom sierpnia i wrzesnia. jest goraco, ale noce, zwlaszcza na plaży lub wydmach (wieje) sa troche chłodniejsze. Nad ranem temperatura bywa w okolicach 15 stopni. Moim zdaniem bez lekkich śpiworów może byc nieco za zimno, weźcie chociaż jakiś koc polarowy do przykrycia.

      Usuń
  13. To musiała być wspaniałą przygoda:) pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  14. Zazdroszczę takiej wycieczki.

    OdpowiedzUsuń
  15. Hej, a czy jest bezpiecznie nocować tak na dziko?
    Jechałabym sama (baba) z dwójką młodych: córka 17, syn 12.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. nie czuliśmy się zagrożenie ani trochę w tej okolicy. W takich plażowych miejscach gdzie są sanitariaty w namiotach i kamperach nocuje duzo surferów na dziko. Nie wydaje mi się, żeby było się tam czego obawiać od ludzi, a zwierzyna, to chyba tylko dziki, ale francuzi je raczej powystrzelali juz dawno, to nie to co u nas nad morzem,

      Usuń
  16. Czad! Podziwiam taką wyprawę całą rodziną! Jak sam się doczekam pociech, też mam nadzieję że będę je tak obwoził :)
    Tymczasem jeżdżę sobie samemu. Polecam doline Loary! https://piszek.com/2016/07/18/loire-a-velo/

    OdpowiedzUsuń