poniedziałek, 30 września 2013

Krakowska opowieść poranna o tym jak zostałem złodziejem rowerów


Każdemu zdarza się taki dzień, najczęściej w poniedziałek, że wszystko jest przeciwko nam. Kawa się rozlewa, ubrania gubią, zegarek chodzi za szybko, a gdy wybiegamy do pracy spóźnieni, czeka na nas rower z kołem bez powietrza. Za późno już na powrót po klucze do innego roweru, albo na powolny dojazd zbiorkomem, pieszo też nie ma szans by zdążyć na czas...

Poniedziałkowy syndrom dopadł małżonkę mą, która w zastanej sytuacji, nie zastanawiając się długo, wsiadła i pojechała "na kapciu". Do pracy nie ma aż tak daleko, nawet na kapciu jest szybciej. Ale przecież zaraz po pracy, jeszcze masa innych obowiązków, spraw z których nie można zrezygnować, a jednocześnie niemożliwe jest ogarnięcie tego wszystko bez roweru. Wie to każdy, kto porusza się rowerem po mieście. Po prostu bez roweru nie da się nic zrobić, wszystkie plany i harmonogramy dnia biorą w łeb.

Aby jakoś ratować sytuację musiałem wyrwać się na chwilę, by w między czasie dokonać kradzieży koła i je połatać. Okazuje się, że kradzież kawałka roweru jest dziecinnie łatwa. Przez nikogo nie niepokojony, podjechałem na parking rowerowy, gdzie stał felerny rower. Tak na prawdę z racji zimna, ale powiedzmy, że dla zwiększenia dramaturgii, głęboko się zakapturzyłem. Przez nikogo nie niepokojony, mocno grzechocząc obijaną o ramę kłódką, do której nie miałem klucza, wyciągnąłem niespiesznie koło. Od czasu do czasu posyłałem niewinny uśmiech do palących obok korpoludków, ktorzy nie dziwili się ani odrobinę mojemu zachowaniu. Zostawiłem ramę bez koła i spokojnie odjechałem ze zdobyczą na kierownicy, mijając jeszcze budkę ochroniarza parkingu, który ani nie podniósł mi szlabanu, ani wzroku znad gazety.

Operacja ponownego założenia naprawionego koła, tym bardziej nie wzbudziła niczyjej reakcji.

Morał z tej historii dopiszcie sobie sami.

18 komentarzy:

  1. Ochroniarz zareagował prawidłowo - nie otworzył szlabanu.

    OdpowiedzUsuń
  2. Mimo kaptura jesteś dość charakterystyczny. Może Was tam kojarzą? Niewielu jest takich rowerowych freaków :D

    OdpowiedzUsuń
  3. znajomemu nie ukradziono roweru ale analogicznym trybem jak tu skradziono fotelik dziecięcy z bagażnika. odkęcen ie śrób trwało pewnie z 5-10 min minimum
    .

    OdpowiedzUsuń
  4. Złodziej zdradza swoje zamiary zachowaniem - ogląda wszystkie i zastanawia się które koło będzie dobre do jego ramy. Ty zapewne od razu podszedłeś do roweru żony i zacząłeś przy nim grzebać - i zapewne to był jedyny rower na kapciu :-)

    OdpowiedzUsuń
  5. Kiedyś wezwany kolega otwierał moje zapięcie do roweru stojącego przed kinem, w zamku złamał się klucz. Ja w kinie.

    Udało się otworzyć bez przecinania linki, ale też zupełnie nikt się nie zainteresował jak powyciągał narzędzia z plecaka i walczył z zamkiem.

    OdpowiedzUsuń
  6. to ja muszę przywrócić wiarę w naród - kiedy odpiłowywałam linkę przy swoim rowerze przy kampusie uj na ruczaju ze trzy osoby podeszły i zwróciły uwagę. pytali nawet o to, czy mam jakiś dowód na to, że to mój rower! byłam doprawdy wzruszona.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A miałaś jakiś dowód? Czy tak po prostu zapytali i poszli?

      Usuń
    2. miałam w komórce zdjęcie swojego roweru sprzed kilku miesięcy - przekonało, choć tak naprawdę dowód to był żaden... ach, i kluczyk pasujący do linki, którą odpiłowywałam (dość długo jej używałam, a to jakaś taka z tych najtańszych, coś tam się poblokowało i nie mogłam jej do końca otworzyć kluczykiem, więc po siłowaniu się z nią przez dobre 20 minut zdecydowałam się na drastyczniejsze kroki...). w każdym razie przedstawiłam te dowody, jeden pan z tego co pamiętam wciąż nie wydawał się być do końca przekonany, ale koniec końców dał mi pracować w spokoju ;-) (inna sprawa, ze złodziej zrobiłby to w kilka sekund, ja męczyłam się z pół godziny...)

      Usuń
    3. Pewnie gdybys mogla o sobie napisac "odpilowywalem" zamiast "odpilowywalam", to by sie nikt nie wazyl zwrocic uwagi.

      Usuń
    4. Myślę, że jest to trafna uwaga ;-)

      Usuń
  7. Z drugiej strony jest problem - jak zareagować? Podejdę i zapytam "Przepraszam, to Pana rower?". Jesteśmy w Krakowie, nikt nie chce zarobić maczetą. Pozatym jak nawet usłyszę grzeczne "Mój, a co, masz jakiś problem, koleś?" to jak mam to zweryfikować? Zadzwonić na Policję? Przyjadą za godzinę, a jak się okaże, że przy rowerze majstrował właściciel, to będę miał problemy za nieuzasadnione zgłoszenie. Nie czepiam się, realnie się zastanawiam, jaka powinna być prawidłowa reakcja na taką sytuację - co powinien zrobić świadek i jak ewentualny właściciel ma przekonująco udowodnić, że to jego rower?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. zastanawiałe, się tak samo, jak Ty, bo wydaje mi się, że jakoś powinno się zareagować. Nie wiem do końca. W każdym razie samo pytanie i zainteresowanie powinno speszyć/spłoszyć złodzieja. Myślę, że na wszelki wypadek, zrobiłbym delikwentowi zdjęcie ;-)

      Usuń
    2. Zapytać nie zaszkodzi ...może się wystraszy ? Może nie ..wtedy każdy ma w telefonie aparat ..proponuje go wykorzystać. Kolejność można zmienić wg uznania. Kiedy to się dzieje przy budynku z ochrona to można poprosić o interwencję. Maczetą po głowie to może na osiedlu po zmroku ...ale w biały dzień ?

      Usuń
    3. No może nie od razu maczetą, ale w zęby też żadna przyjemność dostać. Ochrona jak jest, to powinna zareagować - tylko zwykle ochrona to dziadek rencista albo student - bez przeszkolenia, bez licencji, bo tak taniej. Zrobienie zdjęcia to dobry pomysł, choć nie zawsze jest czym - nie każda komórka ma aparat. I dodatkowy wniosek - jak nie chcemy kogoś walić po głowie, to robiąc coś takiego przy zapiętym rowerze, trzeba mieć jakiś dowód własności roweru. Chyba sobie na wszelki wypadek zrobię jutro kilka fotek na swoim, powinno wystarczyć.

      Usuń
    4. Właśnie - zrobić delikwentowi zdjęcie, podejść i zapytać - ktoś się może wystraszyć (zwłaszcza jeśli byłby pytany o to kilkakrotnie), zadzwonić po straż miejską.

      Usuń
  8. ja piłowałam moje zepsute zapięcie do roweru przed 45 minut na oczach kończących pracę ludzi i jedyną osobą która zareagowała był pan, który zaoferował, że poszuka w bagażniku obcęgów, żeby mi pomóc...

    OdpowiedzUsuń
  9. Spoko...kilka lat temu zdezelowanymi nożycami cięlśmy zapięcie pod koroną przez dobre 20 minut i też żadnej reakcji. I od tego dnia na serio zacząłem się martwić o bezpieczeństwo pozostawianego roweru.

    OdpowiedzUsuń
  10. A tam, rower (choć sam jeżdżę). Parę lat temu z kolegą otwieraliśmy sklep w centrum dużego polskiego miasta. W pogodną wiosenną sobotę, koło południa rozwiercaliśmy wiertarką, przy wyjącym bez przerwy alarmie, zamek w drzwiach sporego sklepu branży sportowo - turystycznej. Trwało to ok. godziny, bo najpierw przedłużacz okazał się być za krótki, potem złamaliśmy wiertło. Do prądu podłączyliśmy się w sąsiedniej knajpie, z obsługą rozmawiałem ja, nie było żadnego problemu, choć nigdy wcześniej nie byłem w tym lokalu. Minęło nas kilkudziesięciu ludzi, zachowywali się, jakby to był normalny widok. Zaznaczam, że kolega był właścicielem sklepu, a zamek uległ awarii. A kolegi raczej też nikt tam nie kojarzył, bo w tym sklepie sam nie sprzedawał.,

    OdpowiedzUsuń