czwartek, 12 września 2013

Krakowska opowieść poranna o sprawnej komunikacji miejskiej

Dziś opowiem Wam historię, której głównym bohaterem wcale nie będzie rower, a autobus krakowskiej komunikacji miejskiej linii 194 o numerze bocznym 484, jeżdżący na trasie Krowodrza Górka - Czerwone Maki. Przypowiastka to o sprawności krakowskiej komunikacji, która wiadomo powszechnie, że jest najdoskonalsza w Polsce, a i na świecie niewiele miast może jej dorównać. Mamy wszak najlepszą siatkę połączeń, najnowocześniejszy tabor, wysoka kulturę obsługi i punktualność, brak tłoku... zalety można by tak wymieniać w nieskończoność. A rower? Ten wiadomo, jest powolny, na buspasach tylko by utrudniał jazdę pędzącym z podświetlnymi prędkościami autobusom, do tego rowery zwiększają emisję spalin w mieście, a i ich użytkownicy pocą się i śmierdzą, co jest powodem nieprzyjemności w miejscach pracy, przez co ludzie się do siebie nie uśmiechają, nie ma Słońca i ogólne nastroje w narodzie są nieciekawe.
A teraz o przydługim wstępie opowieść właściwa.
Na swojej porannej trasie z dzieckiem mam, Proszę Państwa, bardzo dobre połączenie. I mówię to bez cienia ironii.


Mogę swoją podróż odbyć jednym autobusem, właśnie wspomnianej linii 194. Przystanek mam prawie pod domem (prawie tzn. muszę wyjść co najmniej 10 min. przed rozkładowym odjazdem). Zazwyczaj jednak zamiast tego wygodnego i szybkiego połączenia wybieram powolny rower. Tak jak dziś, gdy na ul. Czarnowiejskiej dogoniłem autobus 194 o numerze bocznym 484. Zwróciłem uwagę na numer boczny, zastanawiając się właśnie czy będzie mi dziś dane jeszcze przeciąć jego trasę. Nie zawiodłem się. Mimo, że kawałek dalej nasze drogi rozeszły się, spotkaliśmy się znów przy Kapelance. Pomyślałem, że może mojego niebieskiego przyjaciela spotkały po drodze jakieś nieprzyjemności, ale teraz już do pętli przed autobusem prosta dwupasmowa jezdnia, potem kawałek autostrady. Wlokąc się po skałach nie mam szans go dopędzić przed pętlą, choćbym nie wiem jak się wytężał. Tym bardziej bylem zaskoczony (a świstak...), gdy kończąc już swoja drogę, przy autostradzie skawińskiej, zobaczyłem daleko w tyle jakiś przegubowy autobus włączający się do ruchu. Domyślacie się już, że jego numer boczny to właśnie 484. Poczekałem wiec, żeby zrobić mu zdjęcie, uwieczniając to spotkanie na szczycie dwóch najsprawniejszych środków komunikacji w mieście.

Dziwnym trafem, w każdym kadrze z autobusem załapał się rowerzysta. Przypadek?

Reasumując, aby zdążyć na ten kurs, musiałbym wyjść z domu jakieś 15 minut wcześniej, pomijając czas, który straciłem na robienie zdjęć, byłem na przystanku końcowym około 5 minut przed autobusem, a jeszcze trzeba doliczyć około 5 minut dojścia z przystanku. Razem daje mi to rowerem około 25 minut przewagi - w jedną stronę! 

20 komentarzy:

  1. Hahaha :D Gratuluję szybkości, zawstydziłeś komunikację miejską, prześlij tekst do lokalnej prasy :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja mam tak samo! tramwaj-49 minut, rower-32

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ofkors przy dobrej pogodzie w okresie letnim :D Poczekajmy na ciapę błoto a jeszcze trochę i potem i na śnieg ciekawe czy nadal będziesz taki mega szybki :D :D :D

      Usuń
    2. Dziękuję za trącący złośliwością komentarz - takie lubie najbardziej :)

      Przy mega opadach śniegu i atakach błota, przyznam że skusiłem się na ten autobus, po 2 razach jednak wolałem brnąć przez błota, niż gnieść się w smrodzie autpbusu i tracić 2 godziny na przejazd. Nawet w śnieżyceautobus nie ma szans: https://www.facebook.com/photo.php?fbid=353797301404202&set=pb.236130493170884.-2207520000.1379252915.&type=3&theater

      Usuń
    3. W moim przypadku - a dojeżdżam z Prądnika Białego (czyt. "czarnej dziury komunikacyjnej") do ul. Poznańskiej - 10 min. na dojście do przystanku, ok. 15-20 min. dojazdu linią 144, a potem 10 min. pieszo = 35 min wersja minimum. Rower - 15 min. Więcej komentarza nie potrzeba.

      Usuń
    4. owszem, czasem przy małym natężeniu ruchu autobus MPK będzie szybszy niż rower, jednak zdecydowanie to jednoślad pozwala być na czas szybciej. Oczywiście od wiosny do jesieni :)

      Usuń
    5. @Anonimowy7 października 2013 17:39
      A dlaczego tylko od wiosny do jesieni? Niezależnie od pory roku jestem szybciej niż zbiorkomem, a zimą nawet bardziej, bo autobusy częściej jeżdżą niepunktualnie, a opady śniegu wywołują większe zatłoczenie ulic.

      Usuń
  3. Ja żeby dojechać do pracy komunikacją miejską (Warszawa, ok 10km) potrzebuję 60-70 minut (od wyjścia z domu do wejścia do pracy). Mogę się jeszcze zdecydować na trasę kombinowaną: autobus-metro-tramwaj-Warszawska Kolej Dojazdowa, oszczędzam ok. 10 min, ale się muszę trylion razy przesiadać.

    Rowerem 30-40 min (sam przejazd: 25-35 min) przy czym jeśli jest bliżej 30 min to raczej na pewno muszę iść pod prysznic, więc na jedno wychodzi).

    Wnioski: przymierzam się, żeby po raz pierwszy nie odstawiać roweru na zimę

    OdpowiedzUsuń
  4. Az mi się szkoda zrobiło naszego niebieskiego przyjaciela!;)
    Jasne, ze rowerem najlepiej, bo dojedziemy dokładnie, tam gdzie chcemy, bez kombinowania połączeń itp
    Nie wspominając już o tym, że z dzieckiem + np wózkiem czasem w ogóle nie jesteśmy w stanie wepchać się do niebieskich wnętrzności.
    Szkoda tylko, że ścieżki rowerowe nie są ciągłe i ja się czasem boje jechać z Hanką w gąszczu aut, a z chodnika jestem czasem przeganiana :/

    OdpowiedzUsuń
  5. Ha ha ha kto mi tu zdjęcie zrobił? :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Ja jeżdżę tramwajem albo rowerem z Ruczaju na Nowy Kleparz. Tyle samo wychodzi - 35 minut. Chyba jeździsz szybciej ode mnie :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. mi podobna trasa też zajmuje około 30 min, więc chyba nie jeżdżę dużo szybciej (nieco krócej bez przyczepki). Nie mam jednak takiego połączenia zbiorkomem, żeby w 30-35 minut dojechać od drzwi do drzwi, a czasem chętnie bym z niego skorzystał.

      Usuń
    2. dodam jeszcze, że według rozkładu na jakdojade.pl przejazd na mojej trasie autobusem 194 zajmuje 28 minut, a z dojściami na przystanki wychodzi 45min. W praktyce zazwyczaj trzeba wyjść kilka minut wcześniej więc dobijam do ponad 50 min. W tyle to się wyrabiam rowerem w dwie strony. Zresztą opisany w poscie przypadek to potwierdza.

      Usuń
  7. mojRZRSZÓWek ;-) rowerem- trasa:4.6km czas:15min spokojna jazda od drzwi do drzwi łącznie z czasem na przypięcie roweru, bez względu na korki, remonty czy inne drogowe sytuacje, koszt:0pln :-) OOOO- trasa:5.1km czas:20-30min w zależności jak przebiegają remonty, korki, ilość czerwonych i inne sytuacje na drodze wliczając zjawiska atmosferyczne +5min na oczekiwanie przy wyjeździe z parkingu firmowego wąskie gardło i wyjazd z podporządkowanej na ruchliwe skrzyżowanie, koszt:4pln (LPG) :-( MPK zwany czerwonym, choć ostatnio zbiorkom przechodzi na srebrno-pomarańczowe kolory stolicy imitacji- trasa:6-7km, przez ost 2msc trasa zmieniona 3 razy, czas wg rozkładu: 19min realnie +10 do +20min w zależności od wszystkich w/w czynników +8min czas na dojście do/z przystanku, koszt: 3.80-5.60 w zależności od rodzaju biletów, jednorazowy czy miesięczny :'(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziś po raz czwarty zmieniono trasę i rozkład jazdy linii nr 6 :-( żeszuf stolica imitacji :'(

      Usuń
  8. Jeżdze prawie od pętli do pętli wspomnianego autobusu i na pełnej trasie nawet o nim nie myśle. Jeśli z jakiegoś powodu nie jadę rowerem to wybieram 18tkę. Rano jeździ dość zgodnie z rozkładem i całość transportu zajmuję mi ok 45 minut. (Przy wyjściu na styk na przystanek, z tego 41 rozkładowo tramwaj). Rowerem 30-35 minut + przebieranie się w pracy więc w sumie niewielki zysk ale przyjemniej. Za to po południu już z 10 minut dłużej trwa powrót w/w tramwajem.
    A 194 nie lubię bo jak stoi na Azorach i Czarnowiejskiej to ja się strasznie denerwuję ;) A jeszcze nie zaczęły się zajęcia na studiach więc korki nie są maksymalne.

    OdpowiedzUsuń
  9. O, widzę, że mieszkamy w tej samej okolicy :) Też bym w sumie mogła zmierzyć , ile czasu zajmuje mi dojazd na uczelnię 18 i 194, tylko... tak strasznie mi się nie chce jechać tramwajem/autobusem. Na rowerze do centrum (5,2 km) w wolnym tempie 20-25 minut (rekord 14, ale to była sprawa życia i śmierci). Niestety, inne tempo jest nie bardzo możliwe, ze względu na to, że na odcinku Tesco-Okrąglak ścieżka rowerowa pokrywa się z drogą dla pieszych, więc dla bezpieczeństwa nie cisnę.
    W Londynie, skąd niedawno wróciłam, w podobnym czasie (25 min na szybko, 35 na spokojnie) pokonywałam odcinek dwa razy dłuższy. To w dużej mierze efekt skali: znacznie dłuższe odcinki bez świateł i wzdłuż ulic, a nie chodników, więc jazda jest gładsza, chociaż z wieloma podjazdami pod górki - to wprawdzie spowalnia, ale też zapewnia dzienną porcję aktywności fizycznej ;) I tam faktycznie metro na tej samej trasie miało podobny wynik, jeśli doliczyć dojście na/ze stacji (7 min).
    Marzy mi się w Krakowie droga szybkiego ruchu dla rowerów, na której nie musiałabym zatrzymywać się tyle razy i mogłabym jechać z normalną prędkością... No cóż, może kiedyś?

    OdpowiedzUsuń
  10. Autobus i tak dość szybki, bo po tej samej trasie - ja czasem wracam z okolic szpitala w Prokocimiu do Huty (nieopodal Pl. Centralnego). Rowerem 25-30 min (przez Rybitwy i Most Wandy), tramwajem przez R. Grzegórzeckie dokładnie 2 razy tyle, jeśli jest dobra przesiadka.

    OdpowiedzUsuń
  11. Rower wygrywa z komunikacja miejska a czasem nawet przy dluzszych i bardziej skorkowanych dystansach nawet z samochodem. Szybciej, zdrowiej (o ile nie ma smogu) i jak ktos ma prysznic w pracy to poprostu ideal.

    Ja osobiscie zazwyczaj "scigam" sie z tramwajem z mogliskiego na maly plaszow- albo przyjezdzamy rownoczesnie albo czekam na niego jakies 30 sek na petli :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Przeprosisz się z naszym niebieskim przyjacielem jak przyjdzie zima, opady deszczu i śniegu oraz takie zimno, że Ci podeszwy do pedałów przymarzną :D

    Ogólnie lubię jeździć rowerem, ale nie zawsze można porównać pokonywanie drogi do pracy na nim a w autobusie, przecież jedno i drugie mają swoje odmienne zalety. Zdecydowanie ciekawy artykuł ale wymaga głębszych rozważań :)

    OdpowiedzUsuń