środa, 21 sierpnia 2013

Pocztówka z Berlina

Berlin, nasz pierwszy przystanek w podróży do Akwitanii, zauroczył nas rowerowo. Wystarczyło kilka godzin jazdy po mieście, aby poczuć co znaczą ulice przyjazne rowerzystom. Pasy rowerowe, śluzy, jazda pod prąd  uspokojony ruch, czytelne oznaczenia, drogowskazy... Wszystko razem składało się na to, że wśród setek mieszkańców Berlina czuliśmy się na rowerach naturalnie, jakbyśmy jeździli tam od zawsze. Mogliśmy po prostu wsiąść i jechać, bez problemu odnajdując cele przy pomocy licznych drogowskazów dla cyklistów.
Bez problemu też pokonywaliśmy ruchliwe nawet skrzyżowania, odnajdując  wygodne i bezpieczne dla roweru tory. Jeździliśmy bez obaw, że nagle urwie nam się ścieżka albo pas rowerowy wyprowadzi w ślepy zaułek zakończony krawężnikiem  Do tego podejście kierowców, którzy z cyklistami obchodzą się jak z jajkiem. Widzieliśmy zachowania rowerzystów, które w Polsce byłyby powodem do napisania listu do gazety pełnego goryczy i oburzenia, a na ulicy wywołującego burzę klaksonów i krzyków. Tu jednak kierowcy z ogromną ostrożnością i cierpliwością podchodzą do "nieodpowiedzialnych dwukołowców , wiedząc, że to niechronieni uczestnicy ruchu mają prawo być "świętymi krowami" na jezdni i należy im się takie traktowanie... eh chyba nie tęsknimy za naszym pięknym krajem nad królową rzek.
Dołączamy kilka obrazków z ulic Berlina, które może choć trochę oddadzą klimat naszego entuzjazmu, na który składają się też doświadczenia kolejowe. To jednak opowieść na inną okazję. Na początek mieszanka cycle chic, infrasruktury i zabytków. Materiału mamy jednak tyle, że w wolnej chwili wrócimy do bardziej regularnych relacji ze stolicy Niemiec. Tymczasem pozdrawiamy już znad Atlantyku.


Rowery miejskie i strefa 30 popularna w Berlinie
Pasy rowerowe są wszechobecne, tak jak czerwone kółko z trzydziestką
Rowery miejskie w akcji
Czarny sen krakowskich drogowców - rowery na buspasach
Znowu te rowery blokujące ruch autobusów

2 komentarze:

  1. Im bardziej na zachód tym bardziej "rowerowe" państwa. Trzeba też powiedzieć, że nie tylko rowerzyści zagranicą są bardziej ostrożni ale również sami rowerzyści zachowują się zupełnie inaczej. U nas rowerzyści często też bardzo szaleją. Przejeżdżają na czerwonym świetle itp. Tak więc może obie strony barykady są winne.

    OdpowiedzUsuń
  2. Dla mnie Berlin to najlepsze miasto dla rowerzystów. Nie dość, że wszędzie są pasy dla rowerów, to jeszcze jest idealnie płasko :)

    OdpowiedzUsuń