poniedziałek, 15 lipca 2013

Interwałowa wyprawa z dzieckiem dookoła Jeziora Czorsztyńskiego

W ramach przygotowań do naszej pierwszej większej wyprawy rowerowej w nowym składzie, trenujemy od czasu do czasu w górach na kilkudniowych wyjazdach, sprawdzając swoje i młodego możliwości wyprawowe. Dziś o jednym z takich wypadów, czyli o tym czy z dzieckiem wolno podróżować rowerem słów kilka. 
W jeden z czerwcowych weekendów postanowiliśmy objechać Jezioro Czorsztyńskie i odwiedzić Pieniny. W ciągu trzech dni wykręciliśmy prawie 90 km w dość górzystym terenie. Przygotowaliśmy dość obszerną relację fotograficzną oraz garść przemyśleń o rowerowym podróżowaniu z małym dzieckiem.
Wyprawę najlepiej określa słowo interwałowa, jak chyba każdy wyjazd rowerowy z dzieckiem. Określenia tego można użyć z dwóch powodów, a główny nie jest ten spowodowany pagórkowatością terenu, o którym mogą od razu pomyśleć wyczynowcy. Interwały naszej wycieczce nadawał przede wszystkim pasażer przyczepki (wiek 10,5 miesiąca), dyktując swoim zegarem biologicznym okresy jazdy i przestojów zabawowych, nazwijmy go Kierownikiem Wycieczki. Nam pozostawało wyzwanie logistyczne, jak dostosować się do jego rytmu i w ciągu trzech dni przebyć trasę zaznaczoną poniżej, jednocześnie synchronizując się ze środkami lokomocji. Oczywiście nigdzie się nie spieszyliśmy, przecież zawsze wolno jechać następnym pociągiem ;-)



Początek i koniec  trasy zaplanowaliśmy w Nowym Targu, ze względu na dobre połączenia kolejowe i autobusowe. W jedną stronę sprawdziliśmy jak przewieźć się autobusem. Dla zainteresowanych jak zapakować się z rowerami, przyczepką i bagażami w autobus będzie kilka porad i doświadczeń w oddzielnym wpisie. Link pojawi się tu wkrótce, wpis w przygotowaniu.



Celem pierwszego dnia był dojazd do Sromowców Wyżnych za zaporą w Niedzicy, do przejechania około 30 km południową stroną zbiornika. Po drodze jedno fajne przewyższenie, podjazd dość wymagający, ale okazuje się, że jazda pod górę z przyczepką i bagażami nie jest aż tak straszna jak mogło się wydawać, zresztą już wcześniej przekonaliśmy się o tym w Gorcach pokonując Przełęcz Knurowską. We znaki dawał się trochę wyjątkowy tego dnia upał, ale perspektywa kąpieli na plaży w Niedzicy dodawała motywacji :)
Zamek Czorsztyn widoczny na drugim brzegu.
Wracając do logistyki, jazdę najlepiej planować tak, żeby Kierownik Wycieczki mógł sobie akurat pospać i odpocząć, podczas, gdy my pocimy się na podjazdach. Zazwyczaj daje to nam około 2h na jazdę i wtedy, aby dotrzeć do założonego celu nie ma odpoczynków i postojów, trzeba korzystać z tego czasu na maxa. Gdy Kierownik się budzi, nie ma najmniejszej ochoty dalej siedzieć w przyczepce, żądny innych wrażeń i pokarmów. Należy czym prędzej znaleźć miejsce posiłku i zabaw, tudzież zwiedzania. Następuje interwał wolny od rowerów, podczas którego Kierownik chłonie inne bodźce niż w przyczepce. Aby potem chętnie zasiadł na kolejny etap jazdy, trzeba zadbać o odpowiednią ilość takich bodźców.
W ten sposób główny odcinek z Nowego Targu do Niedzicy udało nam się pokonać na raz, po odpowiednio długim zabawowym okresie odpoczywania w kawiarnio-lodziarni po podróży autobusem, którą Kierownik oczywiście przespał. Na trasie z Nowego Targu polecamy wizytę w lodziarni w Ostrowsku, pysze tanie lody i kawa, do tego duży ogródek nad strumykiem, idealny na wypas w podróży i zastrzyk energetyczny. Jakbyście tamtędy przejeżdżali  zatrzymajcie się koniecznie. Wypoczęci, napasieni i wybawieni ruszyliśmy dalej, aby jak najszybciej zjechać z mało przyjemnej drogi wojewódzkiej.

Jedziemy dalej?
Wojewódzką 969 pożegnaliśmy w Dębnie, aby rozpocząć najprzyjemniejszy etap objeżdżania jeziora. A potem po trudach upalnych podjazdów i radościach szybkich zjazdów, zasłużone plażowanie.


A teraz ciekawostka krajoznawcza. Z Niedzicy do granicy polsko-słowackiej w Łysej nad Dunajcom wytyczona jest na chodniku, taka oto ścieżynka z kostki. W regionalnych folderach i gminnych stronach internetowych chwalą się nią, jako jedną z głównych atrakcji, mających ściągać tłumy rowerowych turystów i wieczną chwałę na twórców tej trasy. Ma to około 4 km, powoli zarasta trawą, a spotkani rowerzyści omijają ten chodnik z daleka. Fajny żart? Ot polskie podejście do turystyki rowerowej. Pewnie jakieś euro-pieniążki trafili, to ścieżkę rowerzystom zafundowali...


Drugi dzień wypadu upłynął nam na pieszych wędrówkach górskich w deszczu, prawie zdobyliśmy nawet Trzy Korony, ale w obliczu nadciągającej burzy, zamiast na szczyt zeszliśmy do schroniska o tej samej nazwie. A w schronisku kolejna ciekawostka krajoznawcza, porady dla młodych rowerzystów w wykonaniu PTTK. Taka porada dla mieszczuchów, strzeżcie się czarnej subkultury, na rowerze bądźcie jak choinka noworoczna ;-) Cała książeczka nawet jest godna uwagi i trochę sensownych rzeczy można w niej znaleźć mimo, że nabijam się z niektórych uwag. Dostępna do pobrania w pdf za darmo na stronach PTTKu.


Po górskich szaleństwach, niezrażenia deszczem i grzmotami, wybraliśmy się na przejażdżki po okolicy i zwiedzanie zamczyska w Niedzicy, testując przy okazji nowe płaszcze przeciwdeszczowe na rowerach. Poniżej sesyjka z wyjątkową perełką wśród ponch przeciwdeszczowych, nabytym z second-handzie płaszczem z kolekcji Mary Quant z lat 60-tych (Mary Quant to pani od spódniczek mini)



Tęcza zapowiadała przyjemny, ciepły wieczór...



Dlatego po odwiedzeniu zamku, gdzie można parkować rowery na dziedzińcu...





...I odpowiedniej dawce nierowerowych stymulacji Kierownika Wycieczki...


Ruszyliśmy na pierwszą zagraniczną wycieczkę rowerową (oczywiście pierwszą dla Kierownika, nie dla nas). Cel wyjazdu (gdyby pytał jakiś celnik): słowacka kolacja! Z lekkim niepokojem, czy nie przydarzy nam się jakaś kontrola policji, która na Słowacji lubi Polakom wlepiać pokuty za brak kasków, ruszyliśmy wiedzeni zapachem smażonego sera.






Udało się jednak wrócić do kraju z portfelem szczuplejszym tylko o koszty kolacji, szykując do zakończenia wycieczki i powrotu następnego dnia drugą stroną jeziora przez tereny PPN.


Tym razem zaplanowaliśmy wizytę i czas nierowerowy dla Kierownika, połączony z posiłkiem dla wszystkich, w Czorsztynie. Kierownik wiedziony instynktem podróżnika spał dokładnie tyle ile trzeba, żeby uśmiech przebudzenia zaserwować dokładnie pod kasą biletową zamku.

Jezioro w całej okazałości widziane z zamkowej baszty.

Z drugiej strony widok na Zamek i zaporę w Niedzicy.
Ostatniego dnia powrót w nieco pochmurnej atmosferze upłynął już gładko, ale z licznymi interwałami przewyższeniowymi. Jazda tą stroną jeziora jest zdecydowanie ciekawsza dla wyczynowców, przewyższenia nie pozwalają się nudzić.


Była to już druga nasza górska przebieżka kilkudniowa, potwierdzająca, że plany wakacyjne są realne. Z małym dzieckiem da się przyjemnie spędzać czas na wyprawie rowerowej, jednocześnie przebywając sensowne odległości. Nasz plan 400 km w 2 tygodnie wydaje się być realny, a obawy, że dla Kierownika takie jeżdżenie to nic przyjemnego rozwiane w 100%. Bezapelacyjnie podoba mu się odkrywanie nowych miejsc, przestrzeni, smaków i zapachów.  



Miłego rowerowania ;-)

6 komentarzy:

  1. Bardzo ciekawa wyprawa, która z pewnością będzie początkiem dobrych nawyków dla Kierownika Wycieczki. Zresztą mając takich rodziców za parę lat będzie organizował swoje własne wyprawy. Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  2. Świetny pomysł, by podróżować z dzieckiem! ;) Wspaniała rodzinna wycieczka! Pozazdrościć wam tylko. Teraz mały podrośnie, dostanie dziecięcy rowerek i zacznie się jego przygoda z pedałowaniem ;) Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  3. Jasne, że plany realne! Z maluchami wszystko się da jak się tylko chce:) Pięknych dróg życzymy.

    OdpowiedzUsuń
  4. Wszystko ladnie wszystko pieknie ale kaski rowerowe by sie wam przydaly ......

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. a do czego? na Słońce mamy nakrycia głowy :D

      Usuń
  5. Troche trudny był ten podjazd z Frydmana :-), reszta juz raczej łatwiejsza, szkoda że brak ścieżek rowerowych z prawdziwego zdarzenia, bo jazda po drodze publicznej to jednak ryzyko.

    OdpowiedzUsuń