czwartek, 11 lipca 2013

Cycle Chic for Kid, czyli elegancja rowerowa od dziecka

Kto nie jeździł rowerkiem jak był dzieckiem? Chyba próżno szukać takich przykładów, ale może jednak są? Z pewnością nieliczne, bo wszystkie dzieci chcą rowerek, taki jak ma Felek. Potem dzieci dorastają i po dziecięcych nawykach komunikacyjnych nie zostaje nawet ślad... Tylko dlaczego? Gdzie i kiedy znika dziecięcy zapał do rowerków?
Zacząłem się nad tym zastanawiać m. in. pod wpływem ostatniego wpisu autorki Warsaw Cycle Chic oraz kilku obrazków z własnego, codziennego rowero-podgladactwa ulicznego. Autorka wspomnianego wpisu trenuje swoją córkę w jeździe rowerkiem wózkopodobnym już od pierwszych miesięcy - ekstra! Z pewnością nie jest to sytuacja wyjątkowa, bo większość rodziców prędzej czy później zabiera (czytaj zawozi samochodem) swe bachorki na Błonia, albo inne Pola Mokotowskie czy Malty, by tam za nimi ganiać z kijem i ocierać z krwi starte kolana. Niewielu jednak rodziców wpaja swoim podopiecznym od małego odpowiednią postawę komunikacyjną. A wpajać skutecznie według mnie można tylko przez przykład własny. I tu dochodzimy do sedna tego co chciałem wam dziś pokazać Moi Drodzy Czytelnicy, być może też rodzice, a nawet jeśli nie rodzice, to wiecie... gdyby kiedyś tu, w przyszłości, synek albo przedszkole...i nie mówcie, że matka siedzi z tyłu ;) Zapraszam wtedy (w przyszłości) do nowego działu na blogu: Kącik rowerowego rodzica, gdzie dzielimy się naszymi refluksjami i przemysłami związanymi z rowerodzicielstwem. Koniec reklamy.

W pewną słoneczną niedzielę, wybraliśmy się z Miłoszem na przejażdżkę spółdzielczym cargo bikem i oto obrazek, który wgniótł nas w siedzenia (mnie wgniótł w ławkę skrzyni cargo). Spotkaliśmy rodzinkę na spacerze rowerowym. I tu punkt pierwszy - pedałuje cala rodzina, dziewczynka nie jest wywieziona na rowerowy popas w parku, a wspólnie z rodzicami, trenuje w ruchu ulicznym. Punkt drugi, zwróćcie uwagę w jakim stylu pedałuje! Nie jest to sportowa przejażdżka, a do tego cala gama gadżetów małej miejskiej rowerzystki. Nie dość, że strój kolorystycznie skomponowany z pojazdem to jeszcze koszyk na kierownicy i, to co nas najbardziej zaskoczyło, fotelik do przewozu lalki! To dopiero pranie mózgu od dziecka - lalki wolno wozić rowerem! Czy są np. foteliki samochodowe do przewozu lalek, żeby uczyć, że dzieci wozi się samochodem? Ja nie znam, ale coś czuję, że mogą istnieć...


Wracając do pytania postawionego na początku. Problem z wyrastaniem z rowerków, wynika głównie z tego, że rowerek jest traktowany jako jedna z zabawek. Tak jak bujane koniki i żołnierzyki (wiem, teraz nie ma żołnierzyków, tylko tablety) odchodzą na strych, tak i rowerki znikają z życia dziecka, kiedy zaczyna się zajmować "poważniejszymi rzeczami". Moim zdaniem klucz tkwi z postawie rodziców, którzy albo będą podsuwać dziecku rowerek, jako jedną z wielu zabawek, albo będą dawać przykład, pokazywać, że i poważni dorośli nie wyrastają z lovelków. Widzę jednak wokół kolejne budujące przykłady, które dają nadzieję, że coraz więcej dzieci po dorośnięciu nie będzie musiało się nawracać na rower, będą po prostu z nim naturalnie wchodzić w dorosłość, przyzwyczajone do tego, że rower jest zwykłym, przydatnym narzędziem, po prostu obecnym w życiu.

Dołączam jeszcze kilka ilustracji Cycle Chic Kid, które przy tej okazji wygrzebałem w archiwach. Podzielcie się swoimi doświadczeniami z cycle kid. Pewnie znajdzie się ktoś kto może opowiedzieć o rowerowych początkach swoich dzieci, a czy są tu też tacy czytelnicy, którzy mogą powiedzieć coś o doświadczeniach wyrastania z rowerków i ich zarzucaniu? Może sami przeszliście taki etap, a teraz w dorosłym życiu nawróciliście się na lowelki? Kiedy mija pierwsza fala dziecięcego rowerowego entuzjazmu i dlaczego?







Miłego rowerkowania ;-)

11 komentarzy:

  1. Zgadza się, klucz w mentalności rodziców. Kiedyś się pochwaliłam koleżance, że zacznę więcej jeździć rowerem i specjalnie odkładam pieniądze na lepszy, to ta się zdziwiła: "przecież jazda rowerem jest dla dzieci". No jeśli ktoś ma takie podejście, to nietrudno przenieść je na dziecko. My właściwie nie planowaliśmy tego wózko-rowerka, ciut był przydrogi i w końcu wujek kupił w prezencie. I dobrze, bo okazuje się, że mała odlubiła jazdę w przyczepce rowerowej z racji unieruchomienia w zamkniętej przestrzeni (na tej samej zasadzie nie trawi spacerówki), ale w końcu dorośnie i zacznie podróżować z nami :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. My na razie zostajemy przy przyczepce, młody dość zadowolony i nie protestuje (może dlatego, że nie próbował jeszcze nic innego?). Przymierzamy się też powoli do spróbowania jakiegoś fotelika, a na roczek już jest zaplanowany rowerek biegowy i to pewnie będzie ten pierwszy samodzielny.

      Usuń
    2. Czy wózko-rower ów to cóś takiego? http://s2.blomedia.pl/gadzetomania.pl/images/2010/06/zigo1.jpg

      Moje rozstanie z rowerem, rowerami raczej bo w tzw szkolnych latach zajeździłem ich naście, nastąpiło z powodu fascynacji motocyklami. Wiecie moto= wolność, wiatr we włosach, wtedy jeszcze długich :-P prędkość. Easy Rider, The Wild One, twardziele w czarnych skórach i jeansach, braterstwo, indywidualizm... to wszystko tak mnie zakręciło że stało się sposobem na życie. Dzień bez jazdy na moto był dla mnie dniem straconym. Motocykle napędzały moje życie z nimi związana była praca zawodowa, życie osobiste i pasja podróżowania. Co było powodem powrotu do roweru nie umiem wyjaśnić jednoznacznie. Czynników jest wiele od zmian cywilizacyjnych i urbanizacji po bagaż życiowych doświadczeń a co za tym idzie bardziej świadome spojrzenie na rzeczywistość. Po prawie 20 latach, wolność jaką daje rower została odkryta na nowo. Powróciłem do codziennej jazdy na rowerze bez względu na pogodę i stałem się rowerzystą miejskim. Moje nastoletnie już córki rowerów również używają codziennie, nawet zimą. Najmłodsza córeczka od pierwszych chwil życia chętnie jeździ z nami w rowerowym foteliku a obecnie świetnie radzi sobie na swoim rowerku biegowym. Razem z moją Panią, która również na co dzień jest cyklistką, uratowaliśmy od zapomnienia 25letnie polskie rowery Laura, wyremontowane służą nam wiernie. Rowerowa pasja zaowocowała moim zaangażowaniem się w działalność stowarzyszenia rowery.rzeszow.pl i pomocy przy organizacji Rzeszowskiej Masy Krytycznej. Podsumowując po latach jazda na rowerze daje mi nadal wiele dziecięcej radości bo każdy mężczyzna przez całe życie jest dzieckiem, tylko mu zabawki drożeją. :-D Mnie chyba potaniały ;-)

      Pozdrower

      Usuń
  2. Mama też fajna :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Uśmiała się z tego obrazka bo... bo ja z moją córką i z mężem tak jeździmy. Co prawda młoda jest jeszcze za młoda by na ruchliwej drodze samą ją puścić by pedałowała, ale u nas na "podwórku" jeździmy wszyscy osobno, jak na dłuższe trasy to na holu, ale Kinga pedałuje dzielnie sama mimo, że ciągnięta jest przez tatę!

    A kiedy zanika? Kiedy rodzice pokazują nam, że łatwiej i "szybciej" jest samochodem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Znika również, kiedy dzieciak na tyle dorośnie, że zapragnie mieć i może zrobić prawo-jazdy. Wówczas rowerek idzie w kąt. Tak było ze mną, z Jarkiem i naszymi rówieśnikami. Rowerem został w komórce, a my przesiedliśmy się do aut. Rower potem okazał sie być fajniejszy niż auto.

      Usuń
  4. Pewnie duży wpływa na to zanikanie mają nie tylko rodzice ale i znajomi. Sama pamiętam czasy, ze były zebrania na osiedlu rowerowe, była faza na rolki, i na jeżdżenie do szkoły hulajnogą. Stałam się starsza, chodziłam do innej szkoły, to inni znajomi. Rodzice na rowerze nie puszczali (bo ruch, bo rower uradną), przyjaciele się zmienili na tych nowobogackich, co autem się wożą i tak wyszło. Dopiero jak człowiek zaczął szukać siebie to tak jakoś wsiadł na rower, ale oczywiśćie też duży wpływ na to miał po prostu "ktoś" inny - taki bardzo ważny ktoś :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Nie zapomnę swojej radości z pierwszego BMX-a. Miał jaskrawozielone siodełko i robił furorę na podwórku. Ale fakt, w moim domu rower spełniał funkcję czysto rekreacyjną - brało się go na wakacje, albo jechało gdzieś w weekend. Jak teraz sobie przypomnę, że do liceum jeździłam autobusem, to na prawdę nie wiem dlaczego.
    Właściwie dopiero teraz rodzice zaczęli jeździć po mieście, trochę w tym chyba mojej zasługi a trochę jednak infrastruktury, która co by nie mówić jest dziś w Krakowie ciut lepsza niż w latach 90.

    OdpowiedzUsuń
  6. Rower nie zna podziałów, więc wolno wszystkim, nawet różowym dziewczynkom. Lalce też wolno, bo dziewczynka taki model rowerowego świata widziała wcześniej- jak była mała, to rodzice wozili ją w foteliku. Ale nie wolno bez kasku!!!Szczególnie w ruchu ulicznym. I tylko to mnie uderzyło w tym obrazku.
    Ad rowerowania maluchów, to Hania właśnie rozpoczęła swoje tuptanie na rowerku biegowym (ma 21 miesięcy) i właśnie na roczek dostała taki prezent. Także Elovelo myślę, że to świetny prezent :)Pozdrowienia!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I każdy ma prawo do własnych wyborów i poglądów, a w wypadku kasków akurat się pięknie różnimy :) To jednak temat na inną dyskusję i zapewne jeszcze nie raz napiszemy coś o swoich doświadczeniach w tym temacie.
      W każdym razie niedługo zaczniemy tuptać na rowerku biegowym,zobaczymy co z tego wyjdzie, pewnie jakieś upadku i uderzenia niechronioną kaskiem główką :)

      Pozdrawiam w imieniu całej nierozważnej rodziny ;-)

      Usuń
    2. Będę śledzić temat zatem, ciekawa jestem doświadczeń i argumentów. Hania w przyczepce jeździ bez kasku, choć takie są przepisy m.in w Austrii, którą rozważaliśmy na wycieczkę.
      Tuptanie na rowerku jest prawie tak naturalne, jak chodzenie, więc chyba tak źle nie będzie ;)

      Usuń