sobota, 27 kwietnia 2013

Warszawa da się lubić

Dziś trochę refleksji i obrazków z samej Warsiawy, gdzie w piątek miałem okazję pospacerować na rowerze na rowerze. Z braku czasu nie przetestowałem veturilo, ale widziałem, że cieszy się ogromną popularnością. Udało się powłóczyć trochę po Czerniakowie, fotografując to i owo po drodze. Niestety bateria aparatu odmówiła posłuszeństwa, choć może to i lepiej, bo w przeciwnym razie wróciłbym z taką ilością materiału, że starczyłoby na wypełnienie bloga co najmniej do końca roku ;-)


Pierwsze wrażenie z Warszawy - ogromna większość rowerzystów jeździ po chodnikach, a zwłaszcza użytkownicy Veturilo. Biorąc jednak pod uwagę tamtejsze przeskalowane jezdnie i szerokie chodniki, nie ma się co dziwić. Z kolei na istniejących ciągach pieszo-rowerowych i ddr-kach, w miejscach takich jak ulica Sobieskiego, odbywa się nieustanna, spontaniczna masa krytyczna. Widać, że jeśli tylko pojawia się infrastruktura, od razu rośnie natężenie ruchu. Rowerzyści automatycznie znajdują najwygodniejsze i najbezpieczniejsze trasy do jazdy. 
Korki na drodze rowerowej na ul. Sobieskiego (chyba?) w Warszawie

W czasie mojej wizyty w stolicy odbywała się akurat ta prawdziwa, organizowana masa krytyczna, ale niestety nie miałem czasu, żeby dołączyć, choć spotkałem kawałki masy idąc już na dworzec. Tu pewne przypomnienie dla krakowian, w Warszawie pociągi odjeżdżają z centralnego, a nie dworca głównego (jest wschodni, zachodni, gdański, nawet wileński, ale głównego nie ma). Byłem świadkiem rozmowy w autobusie na lotnisko, gdzie pani z Krakowa pytała o czas dojazdu na dworzec główny. Uprzejma warszawianka, najpierw dość wymownie powtórzyła jej pytanie, zamieniając główny na centralny i dopiero udzieliła odpowiedzi, wyraźnie zniesmaczona ;)

Spontaniczna warszawska masa krytyczna na tle szklanych pudełek :)
Masę spotkałem na marszałkowskiej  zdziwiony tym, że ludzie jeżdżą grupkami w różnych kierunkach, albo nawet w poprzek ulicy. Jak się później dowiedziałem, warszawska masa nie mogła pojechać wspólnie po zaplanowanej trasie, ponieważ organizatorzy nie dopełnili na czas formalności związanych ze zgromadzeniem publicznym. Zamiast wspólnego przejazdu, zrobiła się z tego godzina dla roweru, cykliści się zdywersyfikowali i krążyli mniejszymi grupami po centrum. Podobno było nawet lepiej niż na zwykłej masie, jak relacjonują nasi czytelnicy na FB:
Maciek Oho Szewczyk w Wawie nie lipa tylko zajebista impreza była, legalny przejazd w "piętnastkach" i jakoś to poszło, a przecież o to chodzi, a to, że na Dmowskim było ponad nas 1000 to nie znaczy, że nie jechaliśmy zgodnie z prawem, najzwyczajniej jedna grupa wyprzedzała drugą, trzecia i czwarta też się wyprzedzały (1.-2. i 3.-4. mijały się wzajemnie) piąta przecięła rondo prostopadle, kolejne ekipy w tym czasie zwiedzały mosty, a o 20:36 widziałem kilka "poziomek" pod cerkwią, dla mnie bomba

New look - bicycle look :)


Czy dobrze poznaję, że udało mi się ustrzelić na poziomce znanego (nie)modnego redaktora :)?


rowerzysta na veturilo na ul. marszałkowskiej w warszawie
Masowicz na rowerze veturilo.


Na koniec jeszcze kilka obserwacji rowerowych zwyczajów warszawskich, z pozdrowieniami dla zaniedbanego coś ostatnio Warsaw Cycle Chic.
Zauważyłem, że warszawianki  lubują się w jeździe w kolorowych spodniach. Oprócz obrazków poniżej (jak już wspomniałem padł mi aparat), widziałem w ciągu godziny jeszcze kilka takich cyklistek, pedałujących jaskrawo odzianymi nogami, błyskał kolor zielony, jasno niebieski czy czerwony. 


Rowerem wolno podjechać pod sam kiosk :)


W parkach można spotkać setki wolnych rowerzystów, którzy np. jak ta starsza para przyjechali by na ławeczce przejrzeć prasę.

Rowerowy, wolny relaks w parku Arkadia
Rowerowy relaks przy gazetce w Parku Arkadia w Warszawie

I jeszcze kilka obrazków związanych z warszawską wypożyczalnią rowerów miejskich Veturilo, której w Krakowie możemy na razie tylko zazdrościć.  

Verutilo wypożyczalnia rowerów w warszawie



Na koniec dla podtrzymania warszawskiego klimatu moja ulubiona przeróbka jednego ze szlagierów barda z Czerniakowa - Stanisława Grzesiuka - Ballady o Felku Zdankiewiczu w wykonaniu Projektu Warszawiak.




A tu relacja Ani z rekordowej w tym miesiącu krakowskiej masy krytycznej.

Miłego rowerowania ;-)

4 komentarze:

  1. Trochę korekty by Ci się w tym tekście przydało:] Jezdnie mamy przewymiarowane przez budowniczych, którzy odbudowywali stolicę, a w zasadzie przez nazistów:/

    Mam nadzieję, że w tym roku będą konflikty rowerzyści vs. piesi lub rowerzyści vs. kierowcy na taką skalę, że coś zacznie się zmieniać, nawet w umysłach kierowników BDiK.

    OdpowiedzUsuń
  2. Teraz mniej chaotycznie: ta korekta jest do warszawianki, krakowianki, bo to małą literą piszemy:]

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki za uwagę, rozpędziłem się z tymi krakowiankami, warszawiankami itp. Przy okazji przyłożyłem się bardziej do korekty i poprawiłem jeszcze kilka innych rzeczy :)

      Usuń
  3. Niemodny Redaktor: Czuję się przyłapany ;-)

    OdpowiedzUsuń