czwartek, 14 lutego 2013

wolno czytać "Dzienniki rowerowe"

Zachęcona wpisem w jednej z poprzednich Masówek sięgnęłam w końcu po Dzienniki Rowerowe Davida Byrne'a. Autor jest chyba najbardziej znany z bycia współzałożycielem zespołu Talking Heads, ale zajmuje się również sztuką, pisuje artykuły, felietony i książki oraz promuje kulturę rowerową, gdyż sam aktywnie jeździ na rowerze. Od jakiegoś czasu zabiera swój jednoslad we wszystkie podróże, czy to do Berlina, czy do Argentyny lub Indonezji. 


Dzienniki rowerowe podzielone są na rozdziały dotyczące podróży Davida do: różnych miast amerykańskich, Berlina, Stambułu, Buenos Aires, Manili, Sydney, Londynu, San Francisco oraz Nowego Jorku (w tym ostatnim autor mieszka i pracuje). Moja, niestety, wrodzona naiwność i dość świeża pamięć o wolnorowerowych recenzjach np. Makaronu w sakwach, sprawiły, że po dziennikach spodziewałam się rowerowego przewodnika z opisami gdzie, co i jak na rowerze warto zobaczyć. Może właśnie dlatego książkę na początku czytało mi się trudno, szczególnie, że obraz amerykańskich miast i miasteczek z pierwszych stron książki, które są "zabijane" przez system dróg i autostrad jest naprawdę przygnębiający. Po kilkudziesięciu stronach i przeniesieniu się akcji do Berlina, zaczęłam doceniać to, że dzienniki są opisem spostrzeżeń czynionych przez autora z wysokości siodełka rowerowego, rozwijanych w niezwykle ciekawy i wciągający sposób. Myślę, że gdybym przez te około 300 stron miała czytać tylko ciekawostki i rady rowerowe z różnych państw lektura znudziłaby się po połowie.

David pisze o polityce i historii, sztuce i muzyce, życiu i zwyczajach oraz o wielu innych rzeczach, które są na tyle interesujące, że mając komputer pod ręką zdarzyło mi się kilka razy korzystać z google'a, by dowiedzieć się więcej na dany temat. W efekcie, lektura kończyła się np. słuchaniem argentyńskiego barda Leona Gieco, co z rowerem ma niewiele wspólnego, ale co zdecydowanie poszerza horyzonty, a właśnie o to w podróżach rowerowych chodzi. To niesamowite jeśli książka potrafi zachęcić do głębszych poszukiwań już na własną rękę, a Dziennikom, przynajmniej w moim przypadku, się to udawało. Dobre w książce jest również to, że każdy rozdział opisujący wrażenia z danego miasta, można czytać w oderwaniu od poprzednich. Jeśli więc, w poniedziałek mielibyście ochotę poczytać o Berlinie, a w piątek o Buenos Aires, możecie to zrobić bez żadnych obaw o utratę wątków i mogące z tego wyniknąć braki w zrozumieniu treści. 

To nie jest książka o rowerze, tylko o tym, co można zobaczyć i poznać, a może nawet zrozumieć właśnie dzięki podróżowaniu na dwóch kółkach. Dla równowagi, w ostatnim rozdziale na temat Nowego Jorku, czyli miasta, w którym autor mieszka, opisywane są już prawie wyłącznie rowerowe, infrastrukturalne i urbanistyczne tematy. Jeśli szukacie więc faktów na temat rowerowania w Wielkim Jabłku albo o zrównoważonej urbanistyce pełną gębą (Jan Gehl) warto zajrzeć właśnie na koniec książki. Autor dostarcza sporej porcji ciekawych informacji z pierwszej ręki (po swoim mieście na rowerze jeździ od wczesnych lat 80-stych).

Tak autor wygląda na co dzień, dojeżdżając do pracy i jeżdżąc dla przyjemności po Nowym Jorku:


Jeśli wybieracie się do NY, poszukajcie 9 wyjątkowych stojaków rowerowych o różnych kształtach, autorstwa Davida Byrna (tutaj - dokładna mapka z lokalizacjami oraz zdjęcia).

Autor Dzienników Rowerowych przy stojaku swojego projektu (źródło: http://www.architizer.com)

1 komentarz:

  1. Mnie tez dosc ciezko bylo przebrnac przez te ksiazke, ale ostatecznie okazala sie ciekawym spojrzeniem na rozne miejsca z punktu widzenia cyklisty;)
    Pozdrawiam i zapraszam do przeczytania kilka slow o tej ksiazce u mnie ;)
    http://rowersy.blogspot.co.uk/search/label/D.%20Byrne

    OdpowiedzUsuń