piątek, 2 listopada 2012

Hradec Kralove Velmi Roverove


W maju odwiedziliśmy Hradec Kralove, czyli Grodziec Królowej (lub w wolnym niepoprawnym tłumaczeniu Gródek Królewski). Nie była to wycieczka ani wyprawa rowerowa, do miasteczka przyjechaliśmy pociągiem w czasie naszego czeskiego długoweekendowego szwędania kolejowego, ale już na dworcu poczuliśmy, że jest w tym miejscu coś.. coś mocno rowerowego. Stąd też dzisiejsza opowieść czeska.
Po powrocie z mało rowerowej Prahi, wielki parking dla jednośladów na placu dworcowym mocno nas zaskoczył. Do tego trolejbusowe rondo, zapach kwiatów kasztanowych i jakiś taki spokój bijący od przechodniów. Zapowiadały się przyjemne dwa dni w grodzie, w którym królem wydaje się kolo, czyli po czesku rower
Przyjrzyjmy się zatem jak miewa się Jaśnie Panujący Rower w stolicy Kraju Hradeckiego. Władca to rozsądny, mądry i dobry dla mieszkańców, ale niestety są jeszcze miejsca, gdzie nie ma posłuchu...





Gródek liczy prawie 100 tysięcy mieszkańców, jest jednym z ważniejszych ośrodków w regionie wschodnioczeskim oraz ważnym ośrodkiem akademickim w skali kraju - Uniwersytet Hradec Kralove. Kampus uniwerku, gdzie mieliśmy nocować znajdował się na drugim brzegu Łaby. Mimo tego, zachęceni strefą dla pieszych (dopuszczony ruch rowerowy i trolejbusowy), postanowiliśmy się przespacerować, zahaczając o centrum. Po drodze spotkaliśmy naprawdę wielu cyklistów. Popatrzcie sami.













O popularności roweru w tym mieście świadczy też mnogość serwisów i sklepów rowerowych. Co krok trafialiśmy na reklamy oprava kol lub serwisty pochowane w bramach.



Warto zwrócić uwagę na powszechność stojaków, choć nie zawsze najwyższej funkcjonalności.





Spacerując, cały czas mieliśmy poczucie przyjaznego otoczenia oraz wrażenie, że w tym miejscu władze dbają o cyklistów.





Parking z oznaczeniem 3 samochody = 30 rowerów wyraźnie podkreślał miejską politykę prorowerową i utwierdził nas w przekonaniu, że jesteśmy w miejscu, gdzie velorucja rozkręca się o wiele szybciej niż w Polsce.


Snując się dalej sennymi uliczkami wdrapaliśmy się na skaliste wzgórze w sercu grodu z zabytkową Białą Wieżą i gotycką Katedrą św.Ducha. Widok jaki ujrzeliśmy zaparł nam wręcz dech, ale bynajmniej nie z powodu zachwytu architektonicznego kolorowymi kamienicami... Przed nami rozciągało się ogromne parkowisko!


Obrzydliwie wymalowane białą farbą miejsca parkingowe w historycznym centrum tak bardzo kontrastują z tym co do tej pory widzieliśmy. Spójrzmy jeszcze z cokołu kolumny morowej na panoramę rynku.


Okazuje się, że w samym centrum wciąż dobrze trzyma się komunikacyjny emeryt - samochód, a polityka miejska nie wygląda tak różowo jak mogłoby się wydawać. Na szczęście i tu małymi krokami zakradają się już zgrabne jednoślady ;-)


Poza tą jedną wpadką reszta miasta nadal wydawała nam się przyjazna i urowerowiona. Z centrum do kampusu uniwersyteckiego prowadzą asfaltowe drogi dla rowerów, gdzie spotykaliśmy więcej rowerzystów niż aut.






Podobnie w innych częściach centrum, gdzie nie było już parkingów za to kolejna pěší zóna.




Strefa ta wyglądała na niedawno zrewitalizowaną, nowe ławki, nawierzchnia etc. Może to być kolejny dowód na dobrą politykę transportową miasta, jest więc nadzieja, że parkowisko z rynku zniknie za jakiś czas.
Przedsiębiorcy doceniają wyśmienitą pieszo-rowerową klientelę i reklamują się świetną lokalizacją na pěší zóně :-)


Serce rośnie w Hradec Kralove nie tylko z powodu licznych rowerzystów, infrastruktury, sklepów... są też rowerowe grafitti.


Mimo tego, że byliśmy tam bez rowerów, miasto nas rowerowo zachwyciło i polecamy wizytę, jeśli pedałowalibyście akurat po czeskiej krainie. Ciekawi jesteśmy też jak długo jeszcze utrzyma się to wstrętne złomowisko na rynku, obstawiam, że krótko.

Na koniec przesłanie od Jaśnie Panującego Hradec Roverove  - rower to najbardziej stylowy nabytek!





Miłego rowerowania! ;-)

1 komentarz:

  1. super to miasteczko! na wiosnę pewnie tam pojadę!
    ps, chyba tam nie kradną rowerów bo każdy ma linkę za 5zł :)

    OdpowiedzUsuń