poniedziałek, 9 lipca 2012

Rowerowa literatura: Trzech panów na włóczędze

Otwieramy nowy rozdział wolnego roweru pod tytułem rowerowa literatura. Bo cóż jest wolniejszego niż rowerzysta zaczytany w parku lub na łące.
Nie ma najmniejszych ograniczeń co do tego, co czytają rowerzyści, tutaj jednak skupimy się na książkach mniej lub bardziej związanych z naszym ulubionym środkiem lokomocji.
Na początek propozycja czytanki na wakacje, niedawno wydanej po polsku powieści Jerome K. Jerome Trzech panów na włóczędze. Autor znany jest ze swojej pierwszej powieści Trzech panów w łódce (nie licząc psa), której jeszcze nie czytałem, ale zachęcony drugą częścią, prędzej czy później sięgnę po nią też.
Trzech angielskich dżentelmenów, aby wyrwać się z rutyny dnia codziennego rusza w iście wolną wycieczkę rowerową. Ubierają meloniki, garnitury wskakują na tandem i ruszają do Szwarcwaldu. Kwintesencja wolnej podróży. Nie będę streszczał fabuły, ale aby Was zachęcić zacytuję kilka fragmentów, które najlepiej oddają klimat tej opowieści.

Na początek opis motywacji dżentelmenów do wyrwania się z domu. Tak narrator wyobraża sobie reakcję żony, gdy oznajmi jej, że wyjeżdża z kolegami na miesiąc :-)

Nie, kochanie, potrzebujesz zmiany, kompletnej zmiany. Daj się przekonać i wyjedź na miesiąc. Nie, nie proś, żebym z tobą jechała. Wiem, że chciałbyś tego, ale ja nie pojadę. Potrzebne ci męskie towarzystwo. (...) Wierz mi, twój wrażliwy mózg wymaga czasem odpoczynku od napięcia, jakie stwarza domowe otoczenia. Zapomnij na trochę, że dzieci potrzebują lekcji lekcji muzyki, butów, rowerów i nalewki z rabarbaru trzy razy dziennie. Zapomnij, że w życiu są takie rzeczy, jak kucharki, dekoratorzy wnętrz, psy sąsiadów i rachunki od rzeźnika. Jedź na koniec świata, gdzie wszystko będzie dla ciebie nowe i osobliwe i gdzie twój przemęczony umysł zazna spokoju i wylęgną się w nim nowe pomysły. Odejdź na pewien czas, żebym za tobą zatęskniła i zachwyciła się twoją dobrocią i cnotami, bo kiedy jesteś cały czas ze mną, mogę o nich po ludzku zapomnieć, jak ktoś, kto obojętnieje na błogosławieństwa słońca i piękno księżyca. Odejdź i wróć odświeżony na ciele i umyśle, radośniejszy i - jeśli to możliwe - lepszy niż przed wyjazdem.
Kolejny cytat - rozmyślania konia, zaprzęgniętego do dorożki przewodnika po Berlinie na temat zwiedzania. Jakże trafne i aktualne są przemyślenia konia, mimo tego, że napisane ponad 100 lat temu.
Wszystko, czego chcą ci ludzie to wrócić do domu i opowiedzieć innym, że to widzieli. Jeśli jestem niesprawiedliwy wobec nich, jeśli są bardziej inteligentni, niż na to wyglądają, mogliby z przewodnika uzyskać lepsze informacje niż te, którymi ich częstuje ten mój stary głupiec. Kogo interesuje, jak wysoka jest wieża. Zapomną o tym w pięć minut potem, jak to usłyszeli, a jeśli tak nie będzie, to dlatego, że nic innego nie mają w głowie. On po prostu mnie męczy tym gadaniem, dlaczego się nie pospieszy i nie pozwoli nam wrócić do domu na lunch?
Na koniec ostatni cytat, który daje lepszy pogląd czego po tej lekturze się spodziewać.
Chcąc być zupełnie szczerym wobec czytelnika tej książki, postaram się sumiennie uwypuklić jej wady. Nie chcę, by ktokolwiek mnie źle zrozumiał. W tej książce nie będzie żadnych użytecznych informacji. Każdy, kto myślałby, że z pomocą tej książki będzie mógł podróżować przez Niemcy i Szwarcwald, prawdopodobnie zabłądziłby, zanim by dotarł do Nore. I byłaby to najlepsza rzecz, jaka mogłaby mu się przydarzyć. Im bardziej by się oddalił od domu, tym większe byłyby jego trudności. Nie uważam przekazu praktycznych informacji na moją mocną stronę. To przekonanie nie jest u mnie wrodzone, nabyłem je wraz z doświadczeniem.
Pierwsze wydanie książki 1900 r.
 Źródło: wikiperia.org
Myślę, że trzy powyższe cytaty wystarczająco wprowadzają w klimat opowieści o trzech dżentelmenach na dwóch rowerach i ich perypetiach podróżniczych, przesyconych angielskim humorem. Lekturę polecam na wakacyjne wojaże do pociągu lub na wyprawę rowerową. Ale jeśli to wyprawa kilkudniowa, weźcie koniecznie coś jeszcze do czytania, bo ta książka wciąga na tyle, że pochłania się ją w jedno popołudnie.

ps

Jeśli możecie mi polecić jakaś pozycję literatury rowerowej, koniecznie zostawcie komentarz z tytułem.
Z przyjemnością zamieszczę też wasze relacje książkowe o podobnej tematyce.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz