sobota, 7 lipca 2012

Jadąc rowerem wolno telefonować?

Według prawa nie wolno, trzeba mieć na kierownicy zestaw głośnomówiący, pouczyła mnie kiedyś o tym policja ;-) Uważam jednak, że podczas wolnej jazdy, spokojnymi ulicami, wolno telefonować, jeśli czujemy się na rowerze dostatecznie pewnie.
A Wy zatrzymujecie się, żeby porozmawiać przez telefon lub przeczytać sms czy robicie to w locie?




Ostatnie zdjęcie w tym wpisie zostało zrobione jeszcze wiosną, gdy słońce nie grzało tak jak teraz. Tęsknicie już troszkę za chłodniejszymi dniami?

19 komentarzy:

  1. Myślę, że lepiej nie. Oczywiście jadąc wieczorową porą po pustej ścieżce można i smsa napisać, ale po co kusić los? No właśnie. BTW mocowania telefonu do roweru jakoś średnio mnie przekonują. Raz że człowiek traci prywatność rozmowy, dwa że przy wywrotce roweru najbardziej może ucierpieć telefon.

    OdpowiedzUsuń
  2. "Nie wolno, ale uważam, że wolno"?

    W Krakowie Policja chyba na serio się wzięła za polowanie na rowerzystów. W W-wie może przez ten najazd kibiców (a i wraz z nimi policjantów i strażników) olewają chyba wszystko.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Nie wolno, ale uważam, że wolno"?

      Mam prawo do swojego zdania i uważam, że jest to tak samo bzdurny przepis jak bezwzględny nakaz przechodzenia przez przejścia dla pieszych.

      Usuń
    2. Ja również to zauważyłem - jeżdżąc codziennie w Wawie mam wrażenie, że jest jakaś niepisana zasada policji i strażników, aby nie czepiać się rowerzystów jeśli oczywiście nie nabroją i do tej pory ze strony władz jako rowerzystę spotykały mnie same serdeczności :-) Myślę, że gdyby zaczęły się akcje podobne do tych w Krk to te 2 tys. ludzi z Warszawskiej Masy Krytycznej znalazłoby sposób, aby dać nieźle w kość strażnikom ;-)

      A wracając do tematu: jadąc jezdnią nie używam telefonu nigdy - zbyt lubię swoje życie ;-) Ze względu na samochody i prędkości dbam o maksimum skupienia. Z kolei jeżdżąc ścieżkami rozmawiam przez telefon bardzo często, ale zawsze przez zestaw słuchawkowy. Wszelkie inne czynności telefonowe wykonuję podczas postoju.

      Usuń
    3. ja też dodam, że z taką tolerancyjną postawą policji spotkałem się kilka lat temu w toruniu. W KRK jakiś czas temu moja znajoma została poczęstowana 200-złotowym mandatem za używanie telefonu, co uważam za skandal.

      Usuń
    4. Daliby w kość strażnikom albo zaczęlibyśmy jeździć samochodami, bo jazda rowerem byłaby zbyt droga:)

      Usuń
  3. Na ulicy się zatrzymuję, na drodze, czy tam ścieżce rowerowej - nie. A już na pewno nie gadałbym na takiej ulicy jak Zwierzyniecka (na jednym ze zdjęć), bo tam naprawdę trzeba być skupionym (tory, kocie łby, tramwaje i kierowcy, których g**** obchodzi strefa tempo 30).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. *Sorry, tam jest chyba jednak Karmelicka, ale to niewielka różnica.

      Usuń
    2. To jest Karmelicka. W niedzielę. Wtedy jest tam znikomy ruch, tramwaje jeżdżą rzadko a i o samochód ciężko. Najczęściej przejeżdżają rowerzyści. W takich warunkach również korzystam z telefonu na tej ulicy bez skrępowania i obawy o swoje bezpieczeństwo.

      Usuń
  4. Oszaleliście, prawda? Jazda i jednoczesnie gadanie przez telefon jest niebezpieczne! Dlaczego na czas rozmowy nie lepiej wam stanąć, porozmawiać i pojechać, niż lawirować, jechać wężem i udawać, że jest wszystko ok. Naprawdę mamy sporo do popracowania z kulturą jazdy rowerzystów (przykładów bez liku - nie ma dnia, żebym kogoś nie ochrzanił). Naprawdę lepiej zestaw słuchawkowy, albo się zatrzymać. Inaczej stwarza się zagrożenie albo jest się zawalidrogą. Zdrawiam Jaromir ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Sporadycznie, jadąc wolno w bezpiecznym miejscu rozmawiam, ale jest to dla mnie niewygodne. Nie chodzi o ręce na kierownicy, jazdę "bez trzymanki" praktykuję nieraz na pustych ddr dla odprężenia. Rozmowa przez telefon mnie rozprasza, więc wolę się zatrzymać, albo nie odebrać rozmowy i oddzwonić później. Nawet, jeśli mam zestaw słuchawkowy. Co innego muzyka podczas jazdy, co innego konieczność konwersacji, nieraz z trzymaniem telefonu.

    Moim zdaniem rozmowa przez telefon podczas jazdy (zwłaszcza bez zestawu słuchawkowego) jest niebezpieczna zarówno samochodem, jak i na rowerze. To zła praktyka, która powinna być tępiona, choć 200zł mandatu to lekka przesada w przypadku rowerzystów - niższa, ale egzekwowana stawka by była mniej bolesna a jednocześnie spełniła swoją funkcję prewencyjną.

    OdpowiedzUsuń
  6. Czytając różne komentarze, mam wrażenia, że większość ma w głowie obraz taki: jedzie rowerowiec jakaś główną drogą, potyka się o ten swój telefon,wpada pod tira i wywołuje katastrofę w ruchu lądowym conajmniej. Podobnie jak z pasami, dziki rowerzysta w kasku wpada z prędkością 100 km/h z kosmosu na przejście dla pieszych i zabija trójkę dzieci taranując auta.
    Owszem są sytuacje, gdzie telefonu nie odbiorę, jadac ruchliwą ulicą, ale jeśli jadę sobie pustą drogą, ścieżką, po placu lub pustawymi bulwarami, nie widzę przeciwwskazań do rozmowy, jeśli, jak podkreśliłem, czuję się dostatecznie pewnie. A dla SM sprawa jest prawie zawsze jednoznaczna: rozmwiałeś = mandat jak dla kierowcy tira na autostradzie, nie bacząc na okoliczności wydarzenia. Może źle się wyraziłem i wygląda na to, że jestem przeciwny prawu, które zakazuje rozmowy w czasie jazdy rowerem. Powinienem był napisać, że jestem przeciwny nieracjonalnemu sposobowi jego egzekwowania. Choć sam spotkałem się z racjonalnym egzekwowaniem, gdzie policja pouczyła mnie i trochę żartem zaproponowała montaż zestawu głośnomówiącego. Ale to było dawno, może jeszcze wtedy nie mieli takiego parcia na statystyki, jak ostanio i zachowywali zdrowy rozsądek :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Najśmieszniejsze jest to, że będąc kierowcą możesz spokojnie palić papierosa, jeść, pić i drapać się po tyłku i to nie jest zakazane.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To akurat też legalne na rowerze :).

      Usuń
  8. moje 3 centy...

    Osobiscie nie korzystam z telefonu podczas jazdy i nie mam zamiaru (glownie dlatego ze ja wogole nie lubie gadac przez telefon - znajomi o tym wiedza ;D).
    Czy pozwolic gadac czy nie to dla mnie taki sam temat jak ten z alkoholem.
    1. nie karac tak jak kierowcow aut
    2. rowerzysta jak cos to sobie kuku zrobi a nie innym, wiec nie moja sprawa

    ALE... oprocz tego czy i kto i komu zrobi kuku i jak bardzo, to jedna sprawa.
    Jeszcze jest sprawa ktora dotyczy reszty rowerzystow - wygoda innych uczestnikow ruchu.
    Jak ja widze, ze wiekszosc rowerzystow nie umie jechac lewa strona drogi rowerowej tylko sie chybota (nawet bez telefonu w rece) to do prawej to do lewej to do prawej, to ja bym chciala aby nie mieli jeszcze do tego telefonu w rece bo i tak juz mi utrudniaja np wyprzedzenie sie,i sa nieobliczalni.

    Jesli jedziemy tempem 5 km/h i ogladamy sobie ptaszki i biedronki to ok moge sie za nimi toczyc.. ale w miescie ja chce sprawnie przejechac.

    Wiec jak jest pusta prosta i nie maja nic przeciwko zrobieniu sobie kuku to niech sobie i gadaja. Ale jak sa wokol piesi, rowerzysci, samochody to wolalabym aby skupili sie na jezdzie.
    Bo jak jeden z drugim komus sie wladuje w kuper to wszyscy rowerzysci beda miec duzego minusa, ze sa nieodpowiedzialni.

    ps: rozmowe telefonicza jeszcze moge jakos zrozumiec ale pisanie/czytanie sms-a czyli nie mamy reki + nie widzimy co przed nami to juz kamikaze i tego nie lubie.

    OdpowiedzUsuń
  9. Niestety nie mogę się zgodzić z tezą, że rozmawianie przez telefon na scieżce rowerowej jest niegroźne. Z mojej praktyki wynika, że taka osoba jest "wyłączona" i zupełnie nie zwraca uwagi na otoczenie. Zazwyczaj jeździ też zygzakiem, co powoduje, że wyprzedzanie jej jest niebezpieczne. Już kilkakrotnie miałem przypadki, gdy takie osoby o mały włos we mnie nie wjechały, podczas ich wyprzedzania.
    Ja z uwagi na szacunek dla innych uczestników ruchu zawsze się zatrzymuję, gdy chcę porozmawiać przez telefon.
    Myślmy o innych podczas jazdy!

    OdpowiedzUsuń
  10. Dura lex, sed lex!
    I przepis ten wcale nie jest taki glupi. Skoro rozmowa przez telefon trzymany w rece jest zakazana bo rozprasza kierowce samochodu, to dokladnie tak samo roprasza rowerzyste. Roznica jest nie tylko w predkosci w jakiej sie poruszaja oba pojazdy ale w tym, ze samochod nie przewroci sie przez nieuwage kierowcy tak latwo jak rower z rozwerzysta. Konsekwencje wywrotki zagadanego rowerzysty moga byc naprawde duze: od wpadniecia pod inny pojazd: samochód, tramwaj, motor poruszajace sie jezdnia czy innego rowerzyste na wydzielonej sciezce rowerj lub wspoldzielonej z pieczymi gdzie moze potracic pieszego. Nie pomijajac tego, ze moze upasc rozwalajac sobie leb albo lamiac kark.
    Moim zdaniem kazady rowerzysta zobowiazany jest do przestrzegania prawa, bez wzgledu na to czy sie mu ono podoba czy nie, bo wtedy jego zawchowanie jest przewidywalne dla innych uzytkownikow drog publicznych, i to samo dotyczy kierowcow i pieszych.

    OdpowiedzUsuń
  11. W moim przypadku rozmowa przez telefon w trakcie jazdy "mało uczęszczanym chodnikiem" skończyła się w żywopłocie z powodu nierówności tegoż. Tak że nie polecam.
    Poza tym tezy "prawo tego zabrania, ale ja myślę, że w pewnych warunkach wolno tak robić" uważam za szkodliwe. W tym układzie każdy przepis możemy nagiąć do swoich aktualnych potrzeb.

    OdpowiedzUsuń
  12. Te maryje z iphonami na miejskich rowerach to jakaś katastrofa...

    OdpowiedzUsuń