wtorek, 10 lipca 2012

FORTRESS bike RIDE by Tomasz

Ostatnio wiele w Krakowie ciekawych inicjatyw rowerowych, jak Rower Wieczorową Porą czy Night Riders. W minioną niedzielę zaś odbył się przejazd turystyczno-rekreacyjny śladami Twierdzy Kraków FORTRESS BIKE RIDE. Kolejny zapowiedziany jest na następną niedzielę. Start o 16:00 z Placu Bohaterów Getta, zapiszcie sobie w kalendarzach!
Żałuję, że nie mogłem uczestniczyć w całym przejeździe, dotrwałem tylko do wspinaczki na Kopiec Krakusa. Na szczęście dzięki uprzejmości Tomasza Kuli możecie się dowiedzieć jak było i dlaczego warto zarezerwować czas za tydzień. Nie pozostaje mi już nic jak oddać głos Tomaszowi.

(Wszystkie zdjęcia nie oznaczone znakiem wodnym są autorstwa Tomasza Kuli, a na jego facebooku znajdziecie ich jeszcze więcej)


Objazdówkę Fortów, zaczęliśmy od popołudniowego pietra, że wszystko się odwoła, gdy nadejdzie burza i zacznie nas zalewać deszczem. Po wysłaniu grupy prewencyjnej do spraw żab lecących z nieba, oraz po odprawieniu guseł, niebo nad Krakowem pokazało swe błękitniejsze lico.



Tak też więc, wystartowaliśmy z Placu Bohaterów Getta w stronę pierwszego z Fortów. Przywitał nas on, podjazdem, który na kołach pokonał tylko jeden z uczestników, oraz zamkniętymi wrotami. Jak niejeden fort później.




Pełni słońca i uśmiechu ruszyliśmy podbijać kolejną górę, Kopiec Krakusa, przy którym odbyła się rowerowa droga krzyżowa (widoczna na zdjęciach). Śmiałkowie, którym nie straszna była serpentyna na szczyt, w akcie radości ze zdobycia go, wznieśli rowery w górę, może by tak któregoś razu, masę krytyczną ogarnąć na kopiec? setki rowerów na kopcu..to było by coś!


Spoceni pierwszymi schodami, ruszyliśmy w dalszą drogę, z nadzieją na 'teraz już tylko lżej'.


Na Prokocimiu, fort otwarty dla zwiedzających, ze wspaniałym, długim tunelem, kończącym się totalnym niczym. Tzn małym ciemnym pomieszczeniem, w którym nie ma nic, poza dwoma czy trzema oknami i nieziemskim klimatem minionych wieków.





Spotkaliśmy również Muszelkę, oznaczającą szlak do Camino de Santiago


Z wycieczki, warty wspomnienia jest postój, przy malutkim sklepiku, pamiętającym jeszcze czasy PRL'u, jeden jedyny otwarty w okolicy! Mogliśmy uzupełnić braki wody i zjeść sobie smaczne chłodne lody.


Jeden fort pomineliśmy, schował się, skubany, za krzakami i cmentarzem. Inny posiadał ciekawostkę w postaci psa oraz zarysu grilla, kolejny jeszcze, sprawiał wrażenie jakby był squatowany. Niestety żaden mieszkaniec nas nie przywitał.


Dzięki uprzejmości panów z Kraken'a oraz wtyczce w postaci Taki Se Majk, mieliśmy grillowe afterparty, pod daszkiem namiotu, przy wtórze deszczu, piorunów i bliskiego spotkania trzeciego stopnia z ufo-nurkami!
Pierwszy raz w życiu widziałem coś takiego i byłem tak euforystycznie oszołomiony tym widokiem, że aż musiałem się wykąpać w cieplutkiej (26 stopni przy powierzchni) wodzie!




Gdyby nie to, że już w środę uciekam w dalekie rejony, z chęcią uczestniczyłbym w kolejnej odsłonie/etapie objazdówki krakowskich fortów. Atmosfera piknikowo/rodzinna z elementami wycisku dla nienasyconych i spragnionych prędkości.



Te uśmiechy przy każdym postoju!

Warto!



Dodam jeszcze od siebie, że Tomasz rusza w wyprawę do Rumunii lada dzień, zatem mocno trzymamy kciuki i zazdrościmy, że nie możemy spakować sakw i ruszyć przed siebie :-)

3 komentarze: